Kiedy Paweł zamyśla się nad wierszem zdaniowym i jego przyszłością. Gdy przemeblowuję melinę, żeby zrobić miejsce gościom. Gdy Matka mówi „Radź sobie sam” i Lazarillo wyrusza w świat. Kiedy się budzę i kierunek od razu jest oczywisty. Kiedy z wysokości przełęczy, jak z siodła, patrzę na karuzelę wzgórz. Gdy Durny Jasio z terytorialsów dobywa różańca z rozporka i krzyczy: „Bóg jest święty!”. Kiedy bawię się włosami śpiącej Magdy. Kiedy zgniatam w garści kulkę papieru tak, jak w filmach kruszy się szklanki. Kiedy wietrzy się pokój, zdejmuje obrazy, ściąga firanki i zrywa tynki. I kiedy, obracając obraz świata Bogiem w dół, sprawdzam, czy naprawdę tralka balustrady ma kształt odwróconej łydki Walentynki.