A na tym rynku w Pawłowie włosy stanęły na głowie

Obszerny westybul Gminnej Biblioteki Publicznej im. Michała Basy w Pawłowie wypełnił się morzem głów i trzeszczał na złączach, ale nie od razu. Najpierw zabrała głos Pani Dyrektor i zaproponowała studencki kwadrans, ponieważ nie ma jeszcze na sali Osób z Pogrzebu. Wypowiedź jej przyjęto ze zrozumieniem poprzez aklamację. Istotnie, akademicka miara czasu nie zdążyła upłynąć do końca, a już kolorowy korowód żałobników przybył i zajął miejsca w w/w westybulu.

            Ponieważ Osoby z Pogrzebu stanowiły, skromnie licząc, gros tłumnie zgromadzonej publiczności, dla rozładowania żałobnej atmosfery zacząłem od przeczytania kawałka z książki „Przedszkolny sen Marianki”. Nie mogłem zacząć gorzej, bo wiecie, o czym to jest, a jak się wkrótce okazało, na sali były dwie nauczycielki oraz wielu Pedagogów Którzy Woleli Się Nie Ujawniać. A ja już wskoczyłem na swojego ulubionego konika. A jak ja na niego wskoczę, to już nie potrafię wyplątać nóg ze strzemion, wiecie jak to jest.

Na szczęście publiczność w Pawłowie to ludzie na poziomie i filipiki moje przyjęto z sympatią i politowaniem. Uśmiechy tego ostatniego możecie zobaczyć na drugim z poniższych zdjęć, a zdjęcia pochodzą z profilu biblioteki. Nie obyło się bez wypowiedzi polemicznych, ale obyło się bez awantur. Pan, którego z początku nie polubiłem za wygląd, bo był podobny do Giertycha, okazał się do rany przyłóż, w ogóle niepodobny do Giertycha. Miło mi było zgodzić się z nim, że rycerstwo polskie pod Grunwaldem śpiewało Bogurodzicę. Chociaż tu mnie trochę poniosło i powiedziałem, że nie poniosło klęski tylko dlatego, że Litwini śpiewali coś bardziej skocznego.

Ogólnie bardzo mi się w Pawłowie podobało i cieszę się, że mogłem gościć w gościnnych murach tamtejszej biblioteki, która niedługo ma się przenieść do mniejszego lokum. Najbardziej ze wszystkiego spodobała mi się zakładka do książek wydrukowana przez bibliotekę, bo była na niej bardzo fajna grafika, ale został tylko jeden jedyny egzemplarz wklejony do księgi pamiątkowej i nie było jak wydrzeć, bo wszyscy patrzyli mi na ręce. Cały czas zastanawiałem się, czy Michał Basa to ten poeta ludowy, który jeden wiersz zakończył słowami skierowanymi do żony: „Idź, żono, ucałuj ten traktor w opony”, czy inny, ale wstydziłem się spytać.