Stasa poznałem jakoś tak ze dwadzieścia lat temu. Anarchista na schwał, nie żadne pierdu-pierdu z Rozbratu. Dziś mieszka w Pitrze, ale jak trzeba było znaleźć kogoś w Brześciu, uderzyłem do niego. Okazało się, że Stas zna Oksanę. Oksana zna Alinę. A Alina zna Lenę. Lena za miastem ma chatę z licznymi zadaszeniami, huśtawkami, hamakiem, herbarium i całą resztą, akurat napchaną gośćmi. Każdy dokądś zmierzał. Spaliśmy na powietrzu. Dzieci bawiły się w wojnę, ale tą dawną, z mieczami. Alina zapowiedziała, że z okazji rocznicy urodzin Andrew Wyetha planują walać się w trawie, bo malarz ten najchętniej takie malował sceny. Kiedy wrócimy do siebie będzie już na mnie czekało zdjęcie Aliny i Leny leżących teatralnie jak ofiary zabójstwa. Doczytam w Internecie, że najsłynniejszym obrazem Wyetha jest „Świat Christiny”, na którym Christina pełznie przez trawę z powodu polio i że malarza tego podziwia się, ponieważ kiedy malował trawę, to każde źdźbło oddzielnie, a gdy malował włosy – osobno każdy włos.