Kiedy przygotowywałem laurkę dla bohatera mej młodości Tomka Konopińskiego, zwróciła moją uwagę fotografia, której rewers posłużył mu kiedyś za papier listowy. Z odmętów kipiącej zieleni wyłaniały się dwie przechylone kopuły cerkiewne jak bocianie gniazda tonącego statku. Może zapytałem Konopa po latach, może wynikało to z jego dawnego listu, a może innym sposobem doszedłem, że zdjęcie zrobił w Banicy koło Gładyszowa. Dokładniej: w miejscu, gdzie kiedyś była wieś Banica.
W 1928 r. tutejsi Łemkowie „powracający z Unii” w ramach Schizmy Tylawskiej zbudowali „około 300 m na północ od Gościńca Banica, idąc w górę potoku” małą „dwudzielną świątynię o konstrukcji zrębowej, krytą prostym dachem zwieńczonym prostymi baniami”. Apostołom Piotrowi i Pawłowi poświęcił ją w 1933 r. ks. Antoni Krynicki ze Świątkowej.
Po wysiedleniu Łemków zaraz po wojnie, nieużywana czasownia chyliła się ku upadkowi, aż zawaliła się w 1981 r. Autorzy bloga „Łemkowyna, na Beskidzie Niskim” pisali w 2015 r.: „Dziś pozostało po niej niewiele – zardzewiała bania i zmurszałe resztki belek”.
Dziś nie pozostało po niej nic. Zostały zdjęcia dokumentujące jej znikanie. Zebrałem je do kupy i uszeregowałem chronologicznie. Przepraszam, że nie podaję ich autorów ani źródeł, ale przez parę lat zbierałem je w celu karmienia smutku własnego, bez zamiaru publikacji, i teraz nie potrafię odtworzyć ich pochodzenia.
Nie udało mi się natomiast dotrzeć do żadnych wspomnień Łemków zamieszkujących kiedyś Banicę. W książce „Krótkie spodenki mojego dziadka. Krzywa i okolice w starej fotografii i wspomnieniach” znalazłem tylko garść wspomnień powojennych przybyszów na te ziemie. I oto one, rozmowy przeprowadziła prawdopodobnie Anna Dobrowolska.
Władysław Tenerowicz: Po tym całym wysiedleniu to różnie bywało. Leżało wszystko niezagospodarowane, nieosiedlone, tylko dużo ludzi od Gorlic, od Moszczenicy jeździło w te strony. Zbierali te pozostawione plony, ziemiopłody, ziemniaki kopali, po kolei, bo i dużo tu było działek. A wszystko się zaczęło od Krzywej, od Banicy. PGR-y już po czterdziestym siódmym zaczęły się rozwijać na tym terenie po wysiedleniu i zaczęło się gospodarowanie. (…)
Gąsienicowe ciągniki miały już pług czołowy. Ale i tak nie było nigdzie ani się minąć, ani na bok zjechać. A niekiedy jechało się konikami do Gorlic, a zawieje były straszne. Na tym zakręcie w Pętnej – jak Madej mieszkał – jak zawieja złapała, to jak się dojechało do Rotka, to trzeba było u niego zanocować. A większością nocowało się dużo tutaj, w Banicy, u Kicwakowej. Rodzina tam była wielodzietna, trudno się tam było zatrzymywać, bo wiadomo było, że u nich była bieda i dzieci dużo. Miskę to oni chyba jedną mieli albo dwie, dzieci siadały naokoło niej z łyżkami. Ale jak nie było wyjścia, to się zatrzymywało – nalepa tam była, taka duża kuchnia, jak się w niej napaliło, to ciepło było.
Mówił Pan, że na początku, jak Pan przyszedł, to był tylko jeden traktor w PGR-ze, prawda?
Eugeniusz Król: Jeden, jeden był traktor, dopiero później dali te, kurde, „bociany” na takich wysokich oponach. A później przyszły ursusy. Ursusa pamiętam, mój ojciec takim jeździł. „Pegar” na to mówili, ojciec taki miał i sąsiad też.
Roman Urda: Były ursusy, były.
Ale to jeszcze nie te lesiaki?
Eugeniusz Król: Nie wiem, jak z lesiakami było. One wcześniej chyba były, nazywało się je „dojcze”, bo niemieckie były. One miały koła niższe.
Roman Urda: Jeździli nimi, nawet ursusami, do Krosna, len wozili.
Len tu sadziliście?
Eugeniusz Król: Tak, tak, był len. Tu w pierniki tego było.
Roman Urda: Normalnie rwali to rękami. Moja matka tak samo wyrywała.
Co się przede wszystkim uprawiało?
Eugeniusz Król: Owies, pszenicę.
Pszenicę, tutaj?
Roman Urda: Tam, jak ta łąka jest do sprzedania.
Eugeniusz Król: Na Czarnym, jak się jechało, po jednej stronie, po drugiej stronie, między lasami, wszędzie była pszenica, rany boskie. Ino nawozu sypali.
Roman Urda: Ja jeszcze pamiętam, jak Jarosław pilnował, żeby jelenie w szkodę nie chodziły. Z karbidu strzelali, żeby odgonić zwierzynę.
Eugeniusz Król: Byki z pastwiska na noc zganiali zaraz tutaj, jak się z Krzywej jedzie, jak jest pomnik, tam było het zagrodzone. Pani chałupy, co tam stała, nie będzie pamiętała. Ona stała, jak Jasiek Kicwak siedział, tam, jak na Banicy była cerkiew, tam te byki nocowały. I tam do wody, do rzeki tam chodziły.

























