Jak wiecie, w tym gorącym okresie walki z naporem burzy chłodzę sobie czoło okładami z książki p. T. Działosińskiego „Jadąc po tobie. Szkice o poezji Jacka Podsiadły”. Jestem już w jednej trzeciej siedemnastego rozdziału wprowadzenia i niespodziewanie znalazłem tutaj pierwsze zdanie o długości poniżej kilometra! Brzmi ono „Epizację liryki uznać można za swoisty wstęp do jej intymizacji” i skłania mnie do głębokich przemyśleń na temat literackości i współczesności jako obszarów niezbadanych na szeroko rozumianym akwenie literatury współczesnej. Otóż wydaje mi się, że immanentna dychotomia piśmiennictwa nowożytnego, fundowana na założeniach dodupizmu jako nurtu zasadniczo jednorodnego, ale jednak niejajorodnego i zdradzającego proweniencję kryptopochuistyczną, w zderzeniu z założeniami pochuizmu czystego i pomniejszymi prądami w rodzaju postdodupizmu czy dodupizmu temperowanego przez nacjonalpochuizm, wymaga rekapitulacji, redefinicji i reintrodukcji. Nie można tych procesów zainicjować inaczej, jak tylko stawiając pytanie: czy quasi-pierdność dzisiejszej krytyki literackiej jest prostą pochodną nowych nurtów politycznych (pisizm, macieryzm) i kulturowych (szczerzyzm, maczyzm, buraczyzm, nagminna promocja gminu), czy też wynika z widocznej gołym okiem, choć maskowanej schujowaceniem elit, pizdyzacji procesów myślowych?




