Dniami i nocami sprzątam pomyje red. Skibińskiej rozlewające się z OKO PRESS po Internecie. Dzisiaj do piątej rano sprzątałem na profilu Fb Roberta Maślaka. Wrocławski radny, uniwersytecki zoolog i członek Państwowej Rady Ochrony Przyrody snuje tam refleksje nad naturą świata, ze szczególną zadumą pochylając się nad Simoną Kossak i zachwycając się, jak ładnie jej w pomyjach. Posłusznie człapie swoim rozumkiem za myślą Skibińskiej i pisze:
Z jednej strony Simona Kossak deklarowała niechęć do myśliwych, a z drugiej – rekomendowała tak wysoki odstrzał saren, że według krytyków odbiło się to drastycznie na populacji rysi w Puszczy Białowieskiej, dla których sarny są podstawowym pokarmem. Z jednej strony budowała opowieść o wyjątkowej więzi ze zwierzętami, z drugiej – w praktyce podejmowała decyzje, które trudno z tą opowieścią pogodzić.
Szczególnie mocno zgrzyta historia samca sarny, który dostał się do ogrodzonej powierzchni badawczej, gdzie Simona Kossak prowadziła obserwacje stada saren. Zwierzę przeszkadzało w eksperymencie, bo zmieniało zachowanie badanej grupy. Zamiast je odłowić i wypuścić, zdecydowano o jego zabiciu. Tłumaczono to tym, że przy próbie wypuszczenia samca mogłyby uciec także sarny objęte badaniami. Nawet jeśli technicznie było to kłopotliwe, trudno pogodzić taką decyzję z publicznym wizerunkiem Simony Kossak jako osoby bezwarunkowo stojącej po stronie zwierząt.
Tę technikę plucia na grób już znamy. Plujemy tak, żeby się wydawało, że to deszcz pada i że jakby się wydało, to żebyśmy mogli udawać że chcieliśmy napluć obok grobu, tylko tak zawiało nieszczęśliwie. Simona Kossak śpiąca na podłodze, bo łóżko zajął dzik, to tylko „teoria” stworzona dla omamienia naiwnych, „w praktyce” robiła coś tak potwornego, że aż nie nazywamy tego po imieniu, tylko nieśmiało sugerujemy. Nie mówimy, że Simona Kossak zabiła kozła (pouczę potem zoologa, że tak właśnie nazywa się samiec sarny) albo że zdecydowała o jego zabiciu. Piszemy, że „mocno zgrzyta historia”, że o zabiciu kozła „zdecydowano”, a potem to „tłumaczono”.
Następnie członek PROP płynnie, w pomyjach po pas, przechodzi do Joanny Kos-Krauze, żeby postawić znak równości między nią i Simoną Kossak: obie są „przykładami dysonansu” i obie „nie są pomnikami”. Na koniec informuje, że dziś będzie na pogrzebie Łukasza Litewki, który „potrafił mówić wprost, że były momenty, z których nie jest dumny”, czym udowodnił, zdaniem Maślaka, „różnicę między człowiekiem a pomnikiem”.
Kiedy o czwartej rano przybyłem ze swoją szczotą i szmatą w odwiedziny do radnego Maślaka, trwało tam w najlepsze świętowanie sukcesu. Była nawet red. Skibińska, która nielicznym zachowującym trzeźwość umysłu gościom Maślaka doradzała: „proszę przeczytać czasopismo Sylwan z roku 1995, nr 8. Tam jest tekst Simony, w którym rekomenduje bardzo wysokie odstrzały saren i jeleni mimo spadku populacji we wcześniejszych latach”.
Zauważmy, że wskutek wielokrotnej lektury swojego ulubionego numeru „Sylwana” Skibińska powoli zaczyna zauważać, że 25 to mniej niż 429 i unisono z Maślakiem nie mówi już o „zwiększaniu odstrzałów” tylko o „wysokich odstrzałach”.
Przywitałem gospodarza słowami:
– ZDECYDOWANO o zabiciu, TŁUMACZONO to tym… A na Fb Roberta Maślaka ŚCIEMNIANO czy Maślak ściemniał? Wklejam to samo co p. Skibińska, osławione przez nią rekomendacje Kossak. Gdzie tu jest mowa o zwiększeniu odstrzału? Proszę zacytować. Tzn. żeby zacytowano.
I wkleiłem, naprawdę z profilu Skibińskiej wziętą, bo ładnie przez nią przyciętą, tę oto znaną Wam już rekomendację Simony Kossak ze słynnego „Sylwana”:

Przemiły właściciel profilu powitał mnie z otwartymi ramionami:
– Wklejasz jakiś fragment czegoś i to jest dowód na coś?
– Nie jesteśmy na „ty” – odparłem prostolinijnie i wykonałem czynność, którą w kręgach gitowców z lat 70. nazywało się „instruowaniem zgona”: – Wklejam artykuł, na który powoływała się p. Skibińska, mówiąc o zwiększeniu odstrzału saren przez Kossak.
Ponieważ na całym forum zapanowało głębokie milczenie podobne do milczenia Wajraka nad Dylematem Wajraka, przez kilka minut bawiłem się rzucaniem grochem o ścianę:
– Co tak zamilknięto?
– …
– Napisał Pan kłamstwo: „rekomendowała tak wysoki odstrzał saren, że według krytyków odbiło się to drastycznie…” itd. Wskazałem Panu, że rekomendowała zmniejszenie odstrzału. Proszę mi teraz wskazać rekomendację, którą Pan miał na myśli.
– …
– Zarzuciłem Panu kłamstwo na Pana własnym profilu. Może by zaprzeczono albo przeproszono?
– …
– Jeśli poszedł Pan do kąta, to proszę sobie grochu pod kolana nasypać. I kłamstwa proszę sprostować!
A wtedy, przed piątą rano w dniu pogrzebu Łukasza Litewki, na który się wybierał, wrocławski radny i zoolog uniwersytecki zwrócił się do mnie słowami:
– Na mojej stronie JA ustalam netykietę. Nie podoba się, to nie ma obowiązku tu bywać. Jeśli myślisz, że działam jak pogotowie, bo coś tu napisałeś, to wyprowadzę cię z błędu. Nie, odpisuję kiedy chcę. Masz biegunkę ma punkcie obrony pomnika Simony to twój problem.
Wydało mi się to nieuprzejme, dlatego odpowiedziałem też nieco może za ostro:
– Proszę nie zwracać się do mnie per „ty”, już Panu zwracałem uwagę. Proszę wskazać rekomendację, w której Kossak postulowała zwiększenie odstrzału albo sprostować swoje kłamstwo.
Po tak chamskiej mojej odzywce członek PROP Maślak nie zaszczycił mnie już odpowiedzią. Zjawili się jeszcze Nathan Johnny i Weronika Drzewiecka, tośmy trochę pościerali pomyj tam, gdzie radny Maślak ustanawia „netykietę” (NJ: „A gdzie w Pana tekście są dowody? Proszę być konsekwentnym i poprzeć swoje stanowisko dowodami. Bo skoro zajmuje Pan stanowisko to rozumiem, że posiada Pan ku temu odpowiednie narzędzia i wiedzę. Nie przeczę, że ma Pan rację, proszę jedynie o udokumentowanie tego”; WD: „Panie Robercie ale Pan Jacek grzecznie wskazał nieścisłość w Pana wypowiedzi a pan jej nie umie wyprostować i zaczyna atak. Jestem bardzo ciekawa sensownego argumentu z pana strony”), a ponieważ samiec człowieka Robert Maślak już do nas nie wrócił, poszliśmy sobie.




