Nie bacząc na to, że właśnie się deklinuję (choć nie w jednej wannie z Michałem Rusinkiem), Ludwika Włodek opisała w Internecie „pełen mizoginistycznych klisz atak Jacka Podsiadło na Reginę Sibińską” będącą jej „bardzo dobrą koleżanką” i dyskusję tejże Skibińskiej „z Podsiadło”. Na wieść, że namierzony został jakiś niezadziobany jeszcze mizogin, zleciały się na jej forum liczne sikorki kumoszki z Ingą Iwasiów na czele. Iwasiów napisała: „Doświadczyłam ataku Podsiadły w związku z błędem w felietonie i moja reakcja na hejterskie forum, na którym także się wypowiadał. Był zaskakująco zaciekły, w stylu »jedyny wiedzący«. Twierdził, że powinnam po prostu przestać pisać, bo jestem stara i głupia, podczas gdy on wspaniały jako felietonista”. Jej wpis dostał kilkadziesiąt lajków, wśród których niczym diament lśnił lajk od Agnieszki Holland.
Ponieważ nigdy nie twierdziłem, że Inga Iwasiów jest stara i głupia, próbowałem sprostować tę informację w komentarzu, ale „możliwości komentowania zostały ograniczone” przez Włodek i mogłem tylko czytać, co o mnie piszą, a sam nie mogłem zabrać głosu. Poprosiłem jedyną znajomą, jaką wypatrzyłem w tym gronie, o zamieszczenie mojego komentarza, ale odmówiła („Nie mogę tego zrobić. Staram się nie mieszać w takie sprawy, ogólnie boleję nad konfliktami w sieci i nie tylko”). Napisałem do Ludwiki Włodek, ale nie zareagowała.
„Hejterskie forum”, o którym pisze Inga Iwasiów, to forum Gazety Wyborczej, jedyne na jakim się na temat z nią związany wypowiadałem. W 2022 r. na płatnej stronie „Dużego Formatu” Wyborczej ukazał się artykuł „Iwasiów: Oto dlaczego »na Ukrainie« jest sformułowaniem niepoprawnym”.
Artykuł był o tyle dziwny, że zajmował się zupełnie czym innym, niż zapowiadał tytuł. Stanowiła go najzwyczajniejsza w świecie recenzja „Planety piołun” Oksany Zabużko. Wyrażenia „na Ukrainie” dotyczyło ledwie kilka początkowych zdań: „Właściwie dlaczego »na Ukrainie« jest sformułowaniem niepoprawnym – zapytała mnie ostatnio studentka. Wojna w Ukrainie, agresja na Ukrainę. Nawyki językowe trudno zmieniać, jednak niech pani sobie wyobrazi, że sąsiedzi jadą na Polskę jak na wyspę lub oderwaną prowincję. Na jakieś swoje kresy”. I to tyle w temacie.
Przeczytawszy artykuł, zapoznałem się też z umieszczonymi pod nim komentarzami czytelników. Ok. 70 nawiązywało do tego, że Iwasiów wprowadziła w błąd własną studentkę w kwestii „na Ukrainie” i że swej błędnej opinii w ogóle nie uargumentowała, zatem tytuł artykułu jest mylący. 4 (słownie: cztery) były natury porządkowej i wzywały do przywrócenia prawdziwego imienia Zabużko, którą Iwasiów konsekwentnie nazywała Swietłaną. Pierwsza zauważyła to trzy dni wcześniej pauliene76: „Korekta obywatelska: autorka omawianej książki ma na imię Oksana, nie Swietłana”. Dodałem swój komentarz, w którym podniosłem, że co innego zapowiada tytuł, a co innego zawiera felieton, a zakończyłem słowami: „No i tę nieszczęsną dwukrotną Swietłanę trzeba poprawić, miejcież litość nad sobą, jeśli jej nie macie nad czytelnikami”.
Ponieważ zabiegi te nie przyniosły skutku, odszukałem adres redaktora naczelnego „Dużego Formatu” Mariusza Burcharta i zgłosiłem mu błąd, wysyłając mail. Przepchnąłem sobie nawet przez gardło niezasłużony komplement: „Szanowny Panie, w znakomitym artykule opublikowanym na łamach »Dużego Formatu« pt. Iwasiów: Oto dlaczego…, imię ukraińskiej pisarki, Oksany Zabużko, dwukrotnie pojawia się w błędnej wersji jako Swietłana”.
Nie pierwszy i nie ostatni raz ani naczelny Burchart, ani nikt z Wyborczej mi nie odpisał, a Zabużko pozostawała Swietłaną. Dlatego na odchodne złożyłem złośliwą propozycję „kompromisu”: „Proponuję […] przynajmniej nie robić z niej Rosjanki. Czyli SWIETŁANĘ zastąpić SWITŁANĄ”.
Zarówno artykuł Iwasiów, jak i towarzyszące mu komentarze po dziś dzień wiszą na stronie https://wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,28049485,iwasiow-oto-dlaczego-na-ukrainie-jest-sformulowaniem-niepoprawnym.html , możecie sprawdzić, iż nie tylko nie napisałem że jest stara i głupia, ale że w ogóle apelowałem o korektę do redakcji, nie do niej.
Po tygodniu Zabużko odzyskała imię co najmniej zbliżone do prawdziwego (Oskana), a Iwasiów napisała kolejny felieton: „Inga Iwasiów: Nie lubię tropicielstwa wpadek”. Dziś widnieje pod tytułem „Iwasiów: Ja, osoba z awansu społecznego, wśród elit czuję się uzurpatorką. I łatwo mi odebrać wszystko” pod adresem https://wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,28099962,iwasiow-ten-syndrom-oszustki-ma-wiele-kobiet-nie-jestem-w.html
Napisała: „zmieniłam imię Oksanie Zabużko – na Swietłanę. Ten absurdalny lapsus wywołał falę krytyki na forum”. W ogóle nie zauważyła 70 komentarzy krytykujących istotę jej felietonu, „falę krytyki” stanowi dla niej 6 komentarzy, z których 4 są zwięzłe i pozbawione zabarwienia uczuciowego (typu: „Swietłana czy Oksana?”), a dwa pozostałe to cytowane już moje, niewątpliwie kpiarskie.
Nikt nie wyśmiewał pomyłki Iwasiów, wyśmiewano jedynie jej uporczywe niepoprawianie. Tymczasem autorka właśnie na tej pomyłce się fiksuje i wyjaśnia, skąd ona: „Po prostu dużo ostatnio pracuję”. „Miewam sny o braku świadectwa, cofnięciu do szkoły. Ten syndrom oszustki ma wiele kobiet”. „Największy mój lęk to perspektywa amnezji lub afazji”. „Jeśli przeinaczenia stanowiłyby symptom choroby – okrucieństwem jest wyśmiewanie kogoś, kto właśnie zaczyna się jej bać”. „Nie lubię tropicielstwa wpadek […], epidemii czepiactwa i szydery”. „Dlaczego nie zakładamy, że błąd językowy może oznaczać stan depresyjny?” „Powszechna frajda z cudzych potknięć, wyniosłe przytyki i zgryźliwe podsumowania spotykają nas na każdym kroku”. „Społeczne czujki filtrują bezustannie każde wypowiedziane publicznie słowo. I karzą szyderstwem niekoniecznie tych najbardziej winnych. Kłamcy i agresorzy pozostają bezpieczni w kokonach pewności swych racji i pozycji”. W ostatnim słowie skromnie uznaje swój felieton za „mały krok na drodze ku większej wzajemnej życzliwości. Nie kąsajmy, gdy komuś coś się pomyli. Może ma zły dzień”.
Tym sposobem pisarka, która wytykała innym rzekomy błąd (sformułowanie „na Ukrainie” jest poprawne i nie podważa tego nikt mający tytuł – np. naukowy – do wyrażania opinii językoznawczych), wskazanie rzeczywistych – rzeczowych! – błędów w jej tekście uznała za „czepiactwo”, infiltrację i agresję w kokonach. Czarującej logice tego wywodu nie oparła się pauliene76, która pod nowym felietonem napisała: „Jako osoba, która mimo woli sprowokowała tę falę komentarzy, chciałabym wyrazić swoje ubolewanie i serdecznie przeprosić Autorkę”. Tak!!! Czytelniczka przeprasza pisarkę, że zauważyła błąd w jej tekście!!! A prof. Iwasiów, która dotychczas nie zniżała się do poziomu swoich czytelników i nie zabierała głosu w komentarzach, tym razem pochyla się nad klęczącą pauliene76 i… Uwaga! Proszę zapiąć pasy! Wybacza jej!!! Obiecuje też, że się nie poprawi: „Bardzo dziękuję za ten komentarz. Jako autorka chcę wziąć w obronę także redakcję i korektę – […] takie rzeczy są wpisane w tryb, w jakim wszyscy pracujemy – naprawdę ciężko, pod presją i szybko. […] Tak już jest, inaczej nie będzie”.
Tak że tego, przepraszam Panią Profesor jeszcze mocniej niż przepraszała pauliene76. Bo to ja odpowiadam za falę, nie ona. Pani jest osobą z awansu społecznego, a ja odebrałem Pani wszystko. I wyśmiewałem Pani chorobę. I kąsałem Panią. Proszę o wybaczenie, miałem zły dzień, czytałem pod presją, a jeszcze w dodatku zaplątałem się w kokon. Przepraszam w imieniu własnym, jak też całej Społecznej Czujki Filtrującej Bezustannie. Będę wdzięczny za przekazanie przeprosin również red. Burchartowi, redakcji oraz całemu działowi korekty. Ale… Nie mogę Pani Profesor przeprosić za „starą i głupią”, bo nie nazwałem Pani tak!!!
Po wymianie zdań w komentarzach (w których nie stroniłem od złośliwości, m.in. w celach ilustracyjnych przekręciłem jej nazwisko na Kinga Iwanow, ale nie nazwałem jej starą i głupią) Inga Iwasiów napisała do mnie prywatną wiadomość, która przerodziła się w dłuższą korespondencję. Ze względu na jej prywatny charakter, nie będę jej bez zgody prof. Iwasiów cytował. Ale jeśli się zgodzi, przytoczę ją w całości, żebyście mogli zobaczyć, że także prywatnie nie stwierdziłem, że jest stara i głupia. Na szczęście zachowałem tę korespondencję. A być może wyobrażenia prof. Iwasiów na temat naszej krótkotrwałej relacji czerpią swój urojeniowy kształt właśnie z tej korespondencji, bo to w niej zahaczyła o moje felietony, na szczęście nie podjąłem tematu.
Nawiasem mówiąc, nie mogłem powiedzieć, że jestem „wspaniały jako felietonista”, bo od dawna uważam felieton za gatunek dość podły, wykluczający wspaniałość. A że p. Iwasiów jest stara i głupia nie mogłem powiedzieć ani napisać choćby dlatego, że nawet nie wiem ile ona ma lat.







