Z książki p. Tomasza Balasińskiego „Jadąc po tobie…” dowiaduję się, jak dalece zmienił moją poetykę zakup auta: „Za obecne w wierszach Podsiadły wykładniki autointertekstualności uznać należy autocytaty, kryptoautocytaty oraz autoaluzje przyjmujące przede wszystkim formy autostylizacji”.
W analizującej pisane przeze mnie przeważnie po pijaku pierdoły i banały książce wydanej przez rządowy Instytut Literatury, Balasiński objaśnia m. in. fascynujące zjawisko transpozycji międzyrodzajowej gatunków intymistycznych.
Transpozycję międzyrodzajową gatunków intymistycznych najprościej objaśnić, przyjmując założenie, iż intymność jako taka stanowi pewien pozagatunkowy i pozarodzajowy „stan semiosfery” warunkujący istnienie intymistycznych form piśmiennictwa, w przypadkach skrajnych zaś wywołujący proces kombinatoryczny, wyrażający się w transpozycjach różnych elementów intymistycznych w obrębie jednego rodzaju oraz w sferze międzyrodzajowej. Ta transpozycja intymistyki prozatorskiej (w postaci dziennika intymnego) w obręb liryki, ułatwiona jeszcze przez uprzednią epizację i autobiografizację poezji, prowadzi w efekcie do powstania LDI – hybrydy gatunkowej, której referencje wskazują na architekst dziennika intymnego jako pole wieloaspektowych i wielowariantywnych odniesień tekstu. Architekst, podobnie jak „stan semiosfery”, jest jakością pozarodzajową i pozagatunkową, zawierającą pewne konstanty, umożliwiające przyporządkowanie konkretnego tekstu do określonego architekstu. Architekst dziennika intymnego jest polem, do którego odnieść można zarówno prozatorski, jak i liryczny dziennik intymny (niezależnie od faktu, że LDI jest wynikiem ewolucji dziennika prozatorskiego) na postawie konstanty, którą stanowią, jak się wydaje, określone stosunki „ja” wewnątrztekstowego do samego siebie (stosunek ten określić można mianem „introspekcji”), do rzeczywistości tekstowej (kształtowanie LDI jako konkretnego tworu gatunkowego) i rzeczywistości pozatekstowej („ekspresja”; pojawić się tutaj może również kategoria „waloryzacji”, ale nie jest ona kluczowa dla idei intymistyki jako semiosfery).
Innymi słowy, odautorska intencja intymistyczna otwiera możliwość transpozycji międzyrodzajowej na płaszczyźnie danego architekstu; efektem takiej transpozycji jest powstanie hybrydy – tworu będącego wynikiem ewolucji gatunku pierwotnego i kontaminacji jego elementów z elementami gatunku należącego do innego rodzaju, lecz posiadającego punkty wspólne z gatunkiem wyjściowym (punkty te mieszczą się w architekście), niezależne od punktów różnicujących (rudymentarne normy kodyfikacyjne, stanowiące wyznaczniki rodzajowości tekstu).
Bardzo ciekawy jest rozdział poświęcony czasowości czasu.
Jeśli czas w rzeczywistości nie płynie, gdyż jego upływ to jedynie intelektualna konstrukcja służąca legitymizowaniu i racjonalizowaniu faktyczności człowieka, to przecież jedyną realnie odczuwaną temporalnością musi być teraźniejszość, tj. taki punkt w strukturze czasowości, który niejako ze swej natury bezpośrednio nie konotuje ani przeszłości, ani przyszłości, a więc tych struktur, które są dystynktywne dla linearnej koncepcji temporalności. Pomimo tego jednak zarówno przeszłość, jak i przyszłość, w ogromnym zakresie determinują odczuwanie czasowości przez bohatera wierszy Podsiadły. Problem, o którym mowa, wcale nie jest wydumany czy abstrakcyjny.
Uff, całe szczęście!
Dadasiński pisze jeszcze, że w twórczości mojej występują „…nawiązania do tradycyjnych pieśni etnicznych w postaci wzmianek, cytatów i – rzadziej – parafraz (archaiczne pieśni litewskie ‘sutartine’, dumy ukraińskich lirników, polskie pieśni ludowe – np. piosenka łemkowskich emigrantów, znana poecie zapewne z wykonania Orkiestry Św. Mikołaja, pt. Dobry w Hameryci itp.)”.
„Zapewne” to pp. Dariusz Malejonek i Zygmunt Staszczyk pracują już nad płytą długogrającą „Słusznie nas karzesz, Chrystusowa Matko”! A ja miałem płytę „Łemky”, unikat!




