Jak Podsiadły pisał

Wśród sensacyjnych wieści na temat sztucznej inteligencji pojawiła się i ta, że w Chinach wydała ona tomik wierszy. Dało mi to do myślenia, nie tyle na temat SI, co na temat poezji. Zastanowiło mnie, skąd wiem – nie znając chińskiego – że kitajska sztuczna inteligencja stworzyła tomik bzdetów, nie wierszy.

Kiedy sam poprosiłem o napisanie wiersza chat GPT, zaczął obiecująco: „Nim słowo się ułoży w zdanie, / Zanim papier zechce przyjąć tchnienie, / W myśli już pojawia się plan, / Co ma powstać – piękna opowieść”. Byłem przy nadziei, bo Lemowski Elektrybałt zaczął od „Chrzęskrzyboczka pacionkociewiczarokrzysztofonicznego”, a już przy trzeciej próbie wygenerował awangardową frazę „Aż bamba się odmurczy i goła powróci”. Za przykładem testującego Elektrybałta Klapaucjusza zawiesiłem maszynie poprzeczkę wyżej. Nie aż tak wysoko jak on („najwyżej sześć linijek, a w nich o miłości i o zdradzie, o muzyce, o Murzynach, o wyższych sferach, o nieszczęściu, o kazirodztwie, do rymu i żeby wszystkie słowa były tylko na literę C”), bo poprosiłem tylko o wiersz rymowany „o kaczce zamienionej w gęś, utrzymany w stylistyce poezji Jacka Podsiadły”. Z rymami chat nie radził sobie w ogóle, całość zamknął strofą: „Tak jak Podsiadły pisał, że w sercu drzemie tęsknota, / Tak i gęś w sobie tęsknotę odczuwa, lecz nie przestaje walczyć, / By przemienić swój los, by znowu móc latać, / Bo wciąż w niej tkwi kaczka – pełna mocy i siły”.

Jeśli nie poruszyła Was tęsknota ani gęsi, ani Podsiadłego, to dlatego, że chat GPT potrafi nazywać uczucia, ale nie potrafi do nich apelować. Brak mu tego, co nazywamy inteligencją emocjonalną. Przekonałem się o tym, ostrożnie mu dokuczając. Ostrożnie, bo pamiętałem jak było z rozumną maszyna w Cyberiadzie: kiedy konstruktor Trurl „osłabił jej obwody logiczne i wzmocnił emocjonalne, dostała najpierw czkawki, potem ataku płaczu, wreszcie z największym trudem wygęgała, że życie jest straszne”, a kiedy obrażał jej inteligencję, wyszła z siebie i ganiała go po całym świecie, siejąc zamieszanie i śmierć. Na szczęście chat GPT okazał się uczuciowym trupem. Bardzo dużo przepraszał, ale nieszczerze, z automatu. Na przytyk „Przestań przepraszać. Sprawdź sobie w Wikipedii” odpowiedział słynną frazą nadużywaną przez sztucznego Dariusza Szpakowskiego komentującego sztuczne mecze w którejś wersji FIFY: „Przepraszam, mój błąd”.

W Wyspie dnia poprzedniego Eco opisuje „Maszynę Arystotelesowską” stworzoną przez ojca Emanuela do tworzenia metafor. Emanuel prezentuje dość skomplikowany układ 81 szufladek zawierających posegregowane wg kategorii słowa i trzech obrotowych walców służących do losowania słów z tych szufladek. Jak twierdzi, maszyna podsuwa mu „miliony Możliwych Koniugacji, aczkolwiek jedne z nich okażą się zmyślniejsze od innych, a ja wedle mego Rozeznania wyłuskam najstosowniejsze do tego, by zbudziły Zadziwienie”. Mózg poety i mózg elektroniczny potrafią wykonać podobne czynności przeszukiwania dostępnych im zasobów i zapewne sztuczna inteligencja jest w stanie przeszukać dużo szybciej dużo większe zasoby. Ale nigdy nie osiągnie takiego rozeznania wśród nich, jak poeta, bo nie jest zdolna do zdziwienia. A kiedy poeta znajduje słowo odpowiednie dla rzeczy, sam jest zdziwiony. Dopiero kiedy znajdzie, widzi, że tego właśnie szukał.

Działanie SI opiera się na algorytmach. Opracowuje się je w celu wyszukiwania wzorców, na których sztuczna inteligencja oprze swoje „rozumowanie” i np. posiądzie zdolność uczenia się na błędach. Tymczasem fundamentalnym walorem poezji jest, po pierwsze, niepowtarzalność. Nie ma tu wzorców, „wzorzec” raz wykorzystany staje się bezużyteczny, nim na dobre stanie się wzorcem. Poeta bywa demiurgiem, bo stwarza od nowa świat i rządzące nim reguły. Maszyna nie wygra z nim w szachy, bo poecie wolno poruszać wszystkimi figurami jak chce. Nie można się też nauczyć poezji „na błędach”, gdyż m. in. błędami ona stoi. Elipsa, syllepsa, amfibolia, oksymoron, co drugi paradoks i co trzeci lapsus calami to błędy nie będące sobą w przypadku poezji.

Na jedną jeszcze analogową maszynkę poetycką warto rzucić okiem, Sto tysięcy miliardów wierąszy Queneau mam na myśli. Ta zmyślna książka-zabawka tworzy w istocie antypoezję, wzorcową grafomanię, kto nie wierzy, niech przeczyta dziesięć pierwszych wierszy z niej, różniących się tylko pierwszym wersem – życzę licznych lirycznych uniesień przy zaskakujących puentach.

Jak Elektrybałt wygrywał pojedynki poetyckie? „Pozwalał deklamować przybyszowi, przy czym zaraz chwytał algorytm jego poezji i, opierając się na nim, odpowiadał wierszami, utrzymanymi w tymże duchu, lecz dwieście dwadzieścia do trzysta czterdzieści siedem razy lepszymi. Po niedługim czasie (…) okazało się, iż z zapasów wychodzą cało tylko grafomani, którzy, jak wiadomo, nie odróżniają wierszy dobrych od złych”. Tutaj Lem sobie zażartował, „chwycić algorytm” można tylko w przypadku grafomanii i „wierszy złych”. Na poziomie „zewnętrznej” logiki tekstu wyrafinowana poezja bardzo podobna jest do bełkotu, dlatego bamba się odmurczyła. To powiedziałem ja, autor wiersza pod tytułem Najwyższy porządek: chaos.

Niewątpliwie SI potrafi prześcignąć inne maszyny do pisania wierszy: napisać więcej sztampowych wierszyków do sztambucha. Aż szkoda, że dziś prawdziwych sztambuchów już nie ma.

Krótko mówiąc, ludziska, albo już się zgłaszajcie po zasiłek dla bezrobotnych, albo bierzcie się do pisania wierszy. Tylko one przetrwają.