Joanna Kossak: artykuł Skibińskiej nie mówi niczego o Simonie a wszystko o autorce

Stało się! Moje awizo przyniosło skutek i 29 kwietnia 2026 r. o godz. 15.55 przesyłka adresowana do Redaktora Naczelnego OKO PRESS została odebrana!

Każde działanie redakcji OKO PRESS znamionuje chirurgiczna precyzja i dbałość o najdrobniejsze szczegóły. Operacja odbioru przesyłki także została zaplanowana i przeprowadzona po mistrzowsku. Ponieważ przesyłka, czego redakcja może się domyślać, zawiera sprostowanie, na którego publikację redakcja ma trzy dni robocze, odbierając ją 29 kwietnia redakcja zyskuje cały majowy weekend na rozwiązanie dylematu, przed jakim staje.

Żeby Wam ten dylemat uzmysłowić, przytoczę treść pisma przewodniego towarzyszącego memu sprostowaniu.

Sz. P. Piotr Pacewicz, Redaktor Naczelny OKO PRESS lub Inna Osoba funkcję tę pełniąca

ul. Madalińskiego 67B/38

02-549 Warszawa

Wniosek o publikację sprostowania

Szanowny Panie,

jestem osobą publiczną, pisarzem i dziennikarzem, autorem m. in. książek dla dzieci. W swojej działalności zajmuję się m. in. promowaniem twórczości śp. prof. Simony Kossak i jej postawy życiowej jako wzorca osobowego dla dzieci i młodzieży, szczególnie w zakresie ochrony przyrody i humanitarnego stosunku do zwierząt. W publicznych wystąpieniach oraz publikacjach powoływałem się na jej autorytet moralny i naukowy, postulowałem i postuluję, także na łamach prasy, uczynienie książek autorstwa Simony Kossak oraz książek jej życiu i działalności poświęconych lekturami szkolnymi.

5 kwietnia 2026 r. opublikowali Państwo artykuł Reginy Skibińskiej „Broniła zwierząt czy im szkodziła? Kontrowersje wokół Simony Kossak nie gasną”. Zawiera on bardzo wiele sformułowań nieprawdziwych i nieścisłych oraz wiele nieuprawnionych logicznie a krzywdzących pamięć nieżyjącej naukowczyni wniosków, co podnosiłem już w korespondencji pozostawionej przez Państwa bez odpowiedzi. Poprzez sugerowanie, że stosunek prof. Kossak do świata przyrody był niewłaściwy, że krzywdziła zwierzęta i zatajała to a wokół jej postaci istnieją kontrowersje natury etycznej, artykuł ten, nadzwyczaj wysoko pozycjonowany przez internetowe systemy wyszukiwawcze, negatywnie wpływa na publiczną ocenę mojej działalności, szczególnie twórczości literackiej, powodując niezasłużone obniżenie mojego statusu społecznego i pozycji w moim środowisku zawodowym. W związku z tym proszę o publikację poniższego sprostowania. Czynię to w myśl art. 31a ustawy z dnia 26 stycznia 1984 r. Prawo prasowe i w zgodzie z jego postanowieniami.

Proszę o opublikowanie sprostowania w bezpośrednim sąsiedztwie prostowanej publikacji, w analogicznej do niej formie w taki sposób, aby czytelnicy mieli możliwość zapoznania się z oboma tekstami w tym samym czasie. Proszę, aby zastosowane przeze mnie powiększenie i wytłuszczenie czcionek we fragmentach sprostowania odpowiadało proporcjom towarzyszącym powiększeniom i pogrubieniom w prostowanej publikacji.

Z poważaniem

Jacek Podsiadło

Magdalena Chrzczonowicz, bo to ona pełni funkcję redaktora naczelnego OKO PRESS, stoi teraz przed pierwszomajowym dylematem: opublikować czy nie?

Zadbałem o spełnienie wszystkich wymogów formalnych stawianych sprostowaniu i pretekst do odmowy publikacji może być chyba tylko jeden. Odpowiedni przepis wymaga, aby sprostowanie składała „osoba zainteresowana”, czyli ktoś, kogo nieprawda zawarta w publikacji w ten czy inny sposób dotyczy. Jeśli nieprawda dotyczy kogoś nieżyjącego, „osobami zainteresowanymi” są przede wszystkim jej bliscy.

Simona Kossak zmarła bezpotomnie, Lech Wilczek też umarł kilka lat temu. Jedynymi spokrewnionymi z nią żyjącymi ludźmi, o których wiem, są Ida Matysek mieszkająca w Finlandii i Joanna Kossak mieszkająca w puszczy poza zasięgiem telefonii komórkowej i sieci internetowej. Do pani Joanny nawet dotarłem i starałem się nakłonić ją do złożenia sprostowania. Z miejsca pobłogosławiła moim  działaniom, ale posłużyła się piękną kontaminacją, że podejmować polemikę z red. Skibińską to jak kopać się z szambem, czyli jeszcze bardziej bez sensu niż kopać się z koniem. Ona zaś za swój wzorzec postępowania uznaje postawę „hinduskiej małpy”, która wszystkie swoje zmysły kieruje z uwagą ku sprawom pięknym i wzniosłym. Dodała że wie, że większość Ziemian nie lubi ludzi czystych, za to lubi sobie na nich napluć, ale mówiła o tym jak o prawie natury, z którym nie ma co walczyć. Upoważniła mnie do poinformowania opinii publicznej, że autoryzowała obszerny tekst, z którego Skibińska wykorzystała tylko kilka procent, wyrywając z kontekstu te fragmenty, które dało się wykorzystać do zohydzenia Simony Kossak.

Sporo ostatnio myślałem o redaktorze naczelnym OKO PRESS, nawet nie wiedząc, że to Chrzczonowicz. Najczęściej zastanawiałem się, na co redaktor liczy. Wyszło mi na to, że nie może liczyć na nic innego, jak tylko, że sprawa przyschnie. Poeta się wyszczeka, nasze zasięgi są większe niż jego zasięgi, sprawa się rozejdzie po kościach, artykuł Skibińskiej na wieki będzie wisiał na pierwszych stronach wszystkiego i nikt nie będzie pamiętał, że w ogóle ktoś szczekał.

Napiszę Wam o najbardziej dla mnie przykrych momentach walki o dobre imię Simony Kossak. O przykrości, jaką sprawiło mi poparcie okazane Skibińskiej przez Adama Wajraka i Roberta Jurszę już pisałem. Jeszcze większą przykrość sprawiło mi, kiedy, chcąc sprawdzić, co to za jedna, ta kłamczucha, zobaczyłem, że Skibińska dzielnie występuje w obronie zwierząt przed myśliwymi czy uchodźców przed esgiecją. Jakiś czas później na profilu któregoś z profesorów zwróciły moją uwagę żenujące wpisy jakiejś nieinteligentnej kobiety, taka typowa paplanina w stylu oj, ja już od dawna czułam że ta Kossak niejedno ma na sumieniu, oj, nareszcie ktoś prawdę napisał. Sądziłem, że to wyjątkowo dorodny okaz bezimiennego planktonu hejterskiego, którego pełno w Internecie, ale za którymś wpisem zwróciłem uwagę, że nosi to samo nazwisko co jeden z profesorów. Zajrzałem na jej profil, żeby sprawdzić, czy ma profesora w „znajomych” i przeczytałem, że działa w Podlaskim Ochotniczym Pogotowiu Humanitarnym.

Do tej pory każdego, kto działa w POPH, z góry i w ciemno uznawałem za swojego bohatera, a siebie za niegodnego czyścić mu buty, kiedy wróci z bagien. Naprawdę, jestem pełen podziwu dla ludzi na granicy i uważam, że wykonują tę ciężką pracę także za mnie, że ratują w ogóle honor człowieka jako gatunku. Ale co mam zrobić, kiedy ktoś taki publikuje jawne brednie jawnie hejterskie? Mam milczeć?

Co mam zrobić, kiedy nieznany mi Cezary Łasiczka podpowiada mi litościwie, że redaktorką naczelną OKO PRESS, redakcji którą postrzegałem jako wyspę, na którą uciekli ostatni uczciwi majtkowie z tonącej Wyborczej, jest Magdalena Chrzczonowicz? I ja sprawdzam i rzeczywiście, w notce o sobie ma napisane, że jest naczelną, ale też, że jest byłą działaczką Amnesty International. Jedynej zajmującej się obroną praw człowieka organizacji, którą od początku mam na mojej stronie w zakładce „Bądźmy jak oni”. I co, mam usunąć AI z mojej zakładki, czy mam namawiać, żebyście byli jak Magdalena Chrzczonowicz, która Prawdy boi się tak bardzo, że boi się odpowiedzieć na mail z pytaniem, kto jest naczelnym w OKO PRESS?

Do tej pory zwykle nie robiłem nic. Czasem się gdzieś pożaliłem na swoje dylematy, ale zasadniczo poddawałem się bez walki. Za miękki jestem. Przeciwnicy sami kręcą na siebie bat i wkładają mi go do ręki, a ja nie mam siły ich uderzyć, bo tym samym „uderzyłbym w środowisko”. Pamiętacie anarchistów z Rozbratu, którzy pobili studenta a potem zabrali mi amerykański recorder, na którym uwieczniłem jego krzyki? Pamiętacie, jak strasznie mnie swędziały nogi, żeby iść na policję i jako dziennikarz radiowy, którym wtedy byłem, zgłosić rabunek narzędzia pracy przez dwóch głupków z wyrokami w zawiasach? No, ale wiadomo. Nie wolno nie tylko kalać własnego gniazda, ale też nie wolno zdradzać, że robimy tu pod siebie aż się przelewa.

Miałem wiele takich przygód. Zmowa kłamstwa na temat Simony Kossak to jednak coś innego. Tym razem nie chodzi o uszkodzony recorder, o moją urażoną ambicję, o pijanego studenta czy 500 zł. Skibińska, Wajrak i internetowe chamidła w rodzaju Roberta Maślaka międlą w kółko tę samą frazę, że walczą z „pomnikiem” i „mitem” Kossak, a naprawdę uderzają nie w żaden pomnik, tylko w to, czego potrzebę od dziesiątków lat wpajamy młodym ludziom: w  a u t o r y t e t   m o r a l n y. Pośród innych oszczerstw zarzucają konsekwentnej obrończyni zwierząt, jednej z niewielu czystych i świetlanych postaci, jakie się ostały w historii tego chujowego kraju, że czerpała satysfakcję z potajemnego zabijania zwierząt, których niby to broniła. Na puste miejsce po obalonym „pomniku” proponują albo siebie, albo ludzi, którzy skazywali zwierzęta na tortury i do dzisiaj pielęgnują żal, że Simona Kossak – jak to ujął jeden z moich pamiętających ją rozmówców – trzymała ich za jaja i nie pozwalała na to.

Mam trochę kumpli i byłych kumpli rozsianych po redakcjach z bańki niegdyś mojej. Niektórzy obdarowują szczodrymi lajkami moje wpisy w obronie Kossak. Żaden nie odważył się stęknąć w obronie Kossak, domyślam się dlaczego.

Moim następnym krokiem po sprostowaniu wysłanym OKO PRESS będzie zaproponowanie bardzo dobrze napisanego artykułu upatrzonej redakcji z bańki niegdyś mojej. Jeśli go nie przyjmie, udam się Gdzie Indziej. Do każdej gadzinówki pójdę, a zacznę od tych o największych zasięgach. Tak, będę kopał się z szambem i zobaczymy, kto jest lepszy w kierunkowym rozchlapywaniu nogą jego zawartości.

Jac Po
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z plików cookie, abyśmy mogli zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o plikach cookie są przechowywane w Twojej przeglądarce i wykonują takie funkcje, jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje strony internetowej są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.