Lepsza kurwica niż znieczulica

Słuchajcie, opolanie, mam do was, kurwa, pytanie. Jak wy tak łazicie po tych „galeriach” przed świętami albo w samo święto popierdalacie samochodzikami namsze, to dlaczego was w ogóle nie interesuje dziecko z zakrwawioną buzią albo człowiek leżący na ulicy w błocie pośniegowym? Dlaczego zawsze to ja się muszę nimi zajmować? Jakiś, kurwa, abonament na samarytanina mi opłacacie albo co?

Chłopca krwawiącego z nosa zobaczyłem parę dni temu w Centrum Handlowym Solaris w przedświątecznym tłumie. Towarzyszyła mu dziewczynka, mogli mieć po 12 lat. Szybko przemknęli obok mnie, chłopak trzymał przy twarzy kłąb chusteczek czy jakiegoś papieru. Wszyscy omiatali ich zaciekawionym chwilowo wzrokiem i zapierdalali dalej szukać prezentów pod swoje chujinki. Poszedłem za tymi dwojgiem, zniknęli w toalecie. Kiedy ich tam dogoniłem, okazało się, że chłopiec dostał krwotoku z nosa bez powodu. Nikt go nie uderzył, czuł się normalnie, był trochę przestraszony, bo nigdy wcześniej tak nie krwawił. Poinstruowałem go, żeby wdychał powietrze nosem a wypuszczał ustami, żeby starał się trzymać głowę wysoko i przemywał nos zimną wodą, także u nasady. Wyjaśniłem, że lepiej nie mógł trafić, bo jestem specjalistą od krwotoków z nosa. Opowiedziałem mu tę starą nawijkę, oczywiście bez słów wulgarnych, jak to w podstawówce kucałem pod ławką i napierdalałem się w nos, żeby mi krew pociekła i żeby uniknąć odpytywania z tematów, w których się akurat wówczas nie specjalizowałem.

Niestety, w toaletach Centrum Handlowego Solaris w Opolu krany są zamontowane na takiej chujowej wysokości, że żeby włożyć pod nie ręce, trzeba się schylić jak kapłan, który chce zobaczyć swój własny majestat. W dodatku leci z nich wyłącznie ciepła woda! Im bardziej więc dziecko płukało swój nos, tym obficiej płynęła z tegoż nosa krew. Poprosiłem dziewczynkę, żeby pomagała chłopakowi jak może, a ja szybko skoczę po butelkę zimnej wody.

Łatwo powiedzieć. W Centrum Handlowym Solaris, zlokalizowanym w ścisłym centrum Opola wielofunkcyjnym obiekcie handlowo-rozrywkowym, w którym działa 86 sklepów, restauracji i punktów usługowych, a który sąsiaduje m. in. z Uniwercytatem Opolskim i zakładem Energia Pro S.A., łatwiej znaleźć ucho wielbłąda w stogu igieł, niż butelkę zimnej wody. Szczęśliwie po dwóch minutach w tłumie mieszkańców piastowskiego grodu zajętych szukaniem prezentów pod chujinkę rozpoznałem po odwróconym na lewą stronę identyfikatorze pracowniczkę jakiejś służby Centrum Handlowego Solaris. Spytałem, gdzie tu można zdobyć butelkę zimnej wody. Dwa „poziomy” niżej, w Lidlu, ale kolejki straszne, bo święta. A co się stało. A chłopiec krwawi z nosa w toalecie. To ja wezwę pomoc, sięgnęła po taki jakby radiotelefon. O, to super.

Wróciłem do moich małoletnich przyjaciół, nos krwawił już jakby trochę mniej, po chwili nadciągnęła pomoc w postaci eleganckiego chudeusza w stroju firmowym. Bardzo młody, ładniutki, nieśmiały, wyglądał trochę jak boy hotelowy a trochę jak żigolak, ale najbardziej to jednak przypominał mi kastrata z Kaplicy Sykstyńskiej. Spytał, co się stało, powiedziałem, pokazałem i spytałem, czy nie wie, gdzie by tu zdobyć butelkę zimnej wody. Nie wiedział.

Żeby nie przedłużać. Do toalety przybywali kolejni kastraci z wyglądu w identycznych garniaczkach, wszyscy bardzo młodzi, eleganccy, nieśmiali, bezradni i nie wiedzący, skąd wytrzasnąć butelkę zimnej wody. Zebrało się ich czterech. Następnie przybył ochroniarz. Ten z kolei wyglądał wprost przeciwnie, jak buhaj, który wdeptał w ziemię już pięciu weterynarzy próbujących dokonać trzebieży na jego osobie. Dres miał taki, wiecie, nie za piękny, typowo ochroniarski. On również zapytał, co się stało. Jemu również opowiedziałem i jego również poprosiłem, żeby skombinował butelkę zimnej wody, na co odparł, że nie jest sklepem z zimną wodą, za to może wezwać pogotowie. Odpowiedziałem, że pogotowie niepotrzebne, natomiast przydałaby się butelka zimnej wody, skoro zatem nie jest sklepem, to niech nie zawraca głowy i spierdala, ale bez słów wulgarnych. Wtedy on zabrał kastratów i odszedł na ich czele, grożąc mi na odchodne pobiciem, ale bez słów wulgarnych i w ogóle tak, żeby w razie czego móc udawać, że wcale nie miał na myśli pobicia, gdyż był już doświadczony w swoim chujowym fachu.

Po kilku kolejnych minutach obmywania nosa ciepłą wodą w pozycji półkucznej krwotok chłopca ustał z przyczyn naturalnych.

A dzisiaj, czyli pierwszego dnia 2026 roku szedłem rano przez naszą małą piastowską Wenecję. Zbliżając się do jednego z tysiąca jej mostów z daleka widziałem kobietę pochyloną nad mężczyzną leżącym w błocie pośniegowym i bezskutecznie pomagającą mu wstać. Przez most popierdalali samochodzikami namsze opolanie, od samiutkiego początku roku pobożni i eleganccy. Zanim otworzyłem buzię, kobieta sama poprosiła mnie o pomoc. Ona jedna zatrzymała się, żeby pomóc ofierze sylwestrowej nocy, która okazała się być panem Jankiem, byłym mistrzem świata w judo.

Kiedy się bowiem zbliżyłem, pan Janek, wykorzystując fakt, że akurat znajduje się w pozycji klęczącej, wyznawał podtrzymującej go nieznajomej, że całe życie czekał właśnie na nią, że nigdy jeszcze nie pomagał mu wstać ktoś równie piękny i że wbrew pozorem nie jest byle kim, tylko mistrzem świata w judo. Piszę o tym, nie zwracając uwagi na RODO ani nic, gdyż pan Janek konfabulował: przedstawiał się z nazwiska i zdążyłem sprawdzić, że nikt taki mistrzem świata w judo ani w ogóle nikim nie był. Poza tym na judo znam się prawie tak dobrze jak na krwotokach z nosa i wiem, że mistrza świata w judo trudno by było przewrócić, jego zaś trudno było podnieść. Był ciężki i straszliwie utytłany w błocie pośniegowym, w którym musiał się dość długo tarzać. Ponadto wyrywał się nam, twierdząc, że najpierw musi nam opowiedzieć, jak został mistrzem świata w judo, a chciałby zacząć od tego, że przez eliminacje szedł jak burza.

Jakoś go w końcu podźwignęliśmy, wręczyłem mu upadłą reklamówkę, z której wesoło mrugały do mnie zawleczkami dwie puszki piwa, następnie, ponieważ z mostu schodzi się ciut z górki, lekkim pchnięciem wprawiliśmy pana Janka w ruch poziomy jednostajnie, ale nie za bardzo, przyśpieszony, dzięki któremu nie tylko odzyskał równowagę, ale kiedy się już z daleka obejrzałem, to chyba nawet nabrał wiatru w żagle.

Tak że wiecie, opolanie. Tutaj, kurwa, mistrz świata w judo rozsławiał imię waszej pipidówy na całym globie, nadstawiał karku, zakładał nelsona różnym Mongołom, a wam, poza jedną panią, nie chce się ruszyć dupy i pomóc człowiekowi podnieść się z jego upadku. Hańba, jak drą ryjki wasi chujowi reprezentanci w ławach osielskich.

Jac Po
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z plików cookie, abyśmy mogli zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o plikach cookie są przechowywane w Twojej przeglądarce i wykonują takie funkcje, jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje strony internetowej są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.