– Technooptymiści mówią: jeśli przyjrzymy się w długim przebiegu czasowym temu, jak zmienia się świat, to okaże się, że wszystko idzie ku lepszemu. Absolutnie wszystko. Przykładem jest Hans Rosling, autor fascynującej książki „Factfullnes”, w której udowadnia, że większości ludzi na świecie żyje się dziś lepiej niż kiedykolwiek dotychczas. Przeszłość faktycznie była zwykle paskudnym miejscem. Tyle że ten wspaniały człowiek, który zajmował się zawodowo interpretacją danych, kompletnie ignorował te, które mu nie pasowały do tej historii.
– A co nie pasuje?
– Na przykład kryzys klimatyczny. Gdybym ci powiedział, że właśnie kupiłem sobie wielki dom i wypasiony samochód, ale że stać mnie na to tylko dlatego, że wziąłem 50 chwilówek, pewnie uznałabyś mnie za idiotę. Tymczasem jako ludzkość właśnie sięgamy po 50. chwilówkę. Emitowany dzisiaj dwutlenek węgla jest kredytem, który zaciągamy pod zastaw życia naszych dzieci. I nagle się okazuje, że to, co widzimy jako rozwój, można też zobaczyć jako eksploatacje rynku chwilówkowego – łapanie kasy, póki jeszcze ktoś nam pożyczy. A branie kredytu na kolejny kredyt to nie postęp. (…)
– A technopesymizm? Na czym polega dyskretny urok apokalipsy?
– Na myśleniu przeciwnym. Znowu centralną osią opisu jest technologia, tyle że jako czynnik niszczycielski. Rachunek za postęp zawsze jest wyższy niż zysk. Może i dzięki szczepionkom miliony nie umierają na ospę czy gruźlicę, ale przez szczepionki ludzie są bardziej chorowici. Na dłuższą metę postęp nie jest możliwy – w najlepszym wypadku nic się nie zmienia, w najgorszym jest coraz gorzej. (…)
– OK, to jak sprawić, że Meta zacznie płacić podatki, a Amazon przyzwoicie płacić swoim magazynierom?
– Jakbym znał odpowiedź na to pytanie, to byśmy teraz nie mogli rozmawiać, bobym stał w kolejce po Nobla z ekonomii. Ale wiele wskazuje na to, że kluczem znów są opowieści. Bo dlaczego do tej pory się to nie udało?
– Ponieważ w USA kampanie wyborcze są drogie, a Dolina Krzemowa ma przepastne kieszenie? I wielu lobbystów?
– A czy dla ludzi jest to najważniejsza rzecz? Tu potrzebujemy psa Pimpusia. Ogólnie los psów leży ludziom na sercu. Tyle że lubią je dość biernie – przynajmniej dopóki w telewizji nie pojawi się jeden piesek, którego trzeba uratować, i wtedy cała Polska ratuje Pimpusia. Nasz mózg nie podąża za abstrakcjami, poszukujemy bohatera.
Chodzi o budowanie takich opowieści, żeby każda polityczka i polityk, którym marzy się kolejna kadencja, musiał ratować pieska Pimpusia. I wtedy okazuje się, że uszczelnić przepisy podatkowe można naprawdę szybko, a obrotowe drzwi dla lobbystów mogą się zamknąć. W Polsce daliśmy sobie wmówić, że najważniejsze opowieści dotyczą przeszłości. Spieramy się o reparacje i o to, czy byliśmy bohaterami, katami czy ofiarami. A o przyszłości możemy w ogóle nie rozmawiać. I to jest dla polityków superwygodne. Jeżeli oddolnie nie zaczniemy zmieniać opowieści, które organizują naszą zbiorową wyobraźnię, to Amazon jeszcze za 20 tysięcy lat nie będzie płacił podatków, a za te pieniądze robił kolejne, coraz okropniejsze sezony „Władcy Pierścieni”. (…)
Jeśli dzisiaj damy się sprowadzić do walki pomiędzy frakcjami – atom czy wiatr, GMO w każdym ogródku czy całkowity zakaz, PiS czy anty-PiS – to nie rozwiążemy żadnych problemów. Będziemy się tylko naparzać i budować mury. I nawet jeśli wygramy, jeśli uzyskamy te 51 procent, to pozostaje problem pozostałych 49, których nie przekonamy. No bo jak, skoro przez ostatnich 20 lat zajmowaliśmy się ich obrażaniem i pokazywaniem, że są głupi? Zamiast szukać wrogów, pora budować szeroki front.
Fragmenty rozmowy Katarzyny Wężyk z Marcinem Napiórkowskim, “Wolna Sobota”, 2 grudnia 2022 r.



