Marcin Świetlicki

Lata lecą, a wiersze Marcina Świetlickiego nie przestają poruszać. Przynajmniej mnie. Przynajmniej niektóre.

Już za młodu udało mu się napisać kilka wierszy starego człowieka. A najcenniejsze są właśnie wiersze napisane wcześnie z późnej perspektywy; chyba nawet młodzieńcze wiersze pisane na starość nie byłyby tak cenne (gdyby ktoś umiał je pisać). „Korespondencja pośmiertna” jest jednym z takich wierszy, dla mnie. To wiersz człowieka tak starego, że umarł. Marcin wybrał go do swojej pierwszej jedenastki stanowiącej „Wiersze wyprane”. W krótkim autokomentarzu napisał o tej jedenastce: „są to wiersze, które w przeważającej większości stały się piosenkami (a jeżeli wiersz nie może stać piosenką – to jest zdecydowanie gorszy, tak myślę)”. I ja tak myślę, chociaż bałem się o tym głośno mówić. Chociaż myślę też trochę inaczej: to są wiersze, które mogły, ale nie stały się piosenkami, na własne szczęście. Poezja jest swego rodzaju dziewictwem, kiedy wiersz staje się piosenką, traci je. Ernest Bryll nie ująłby tego lepiej. Dlatego bardzo dobrze, że Świetlicki założył Świetliki, a jeszcze lepiej, że zaczął mówić melo i krzyczeć, a nie śpiewać.

„Świerszcze” też są takie. Znaczy się takie, jak „Korespondencja pośmiertna”. Natomiast „Przeprowadzka” to zupełnie inny dystych kaloszy. Od kilku lat ten wiersz nie daje mi spokoju. Nie mogę go zrozumieć do końca. No bo ja rozumiem, że podmiot liryczny wyprowadza się z Łodzi, z której może pochodzi. I gdyby się przeprowadzał „do wro”, to ja bym wiedział, że do Wrocławia. Ale „do bro”?

Przeprowadzka

z ło
do bro.
Jac Po
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z plików cookie, abyśmy mogli zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o plikach cookie są przechowywane w Twojej przeglądarce i wykonują takie funkcje, jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje strony internetowej są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.