Wydaje mi się, że jeszcze przed 2000 r. Sławek Gołaszewski skreślił parę zdań o mnie w “Wegetariańskim Świecie”. Sławek jak to Sławek – napisał tak, że nie można się oderwać, chociaż nie można też zrozumieć o czym pisze. Na pewno nie można się dowiedzieć, o którym tomiku pisze. “Widzę ten tomik jako odpowiedź na list, którego nie mogę się doczekać…” – piękne i absolutnie nielogiczne zdanie.
Ponieważ znam się na wszystkim z wyjątkiem kina, napisałem też kiedyś zachęciajkę do dodatku z programem telewizyjnym, chyba do “Rzplitej”. Przyznam się, że jak ją dzisiaj przeczytałem, to nawet bym chętnie ten film obejrzał po latach.
W 2000 r. podróżowaliśmy z Tomkiem Różyckim niemiecką odpowiedzią na Pociąg Przyjaźni, tj. Pociągiem Miłości “Literaturexpress”. Było to przedsięwzięcie finansowane przez żydowskie lobby berlińskich gejów w celu otwarcia krajów posowieckich na nurty literatury nieunormowanej płciowo. Początkowo miało być nakierowane na statystycznego czytelnika, ale wskutek literówki we wniosku wypełnionym w jidysz, uległo jakże dla nas bolesnemu przekierowaniu na czytelnika sadystycznego. Nic dziwnego, że kiedy wyczołgaliśmy się z pociągu, nie mieliśmy siły słuchać wiwatów ani udzielać wywiadów. Pamiętam, że pismu “Sukces” odmówiliśmy wywiadu w ten sposób, że postawiliśmy warunek, że zmieni nazwę na “Porażka”. W wywiadach, których udzieliliśmy, nie powiedzieliśmy nic ciekawego z powodów wyżej wzmiankowanych. Dlatego z wywiadu udzielonego jednodniówce “Noc Poetów” cytuję tylko dwa kawałeczki.


Do dzisiaj się zastanawiam, co Tomek miał na myśli.
Jak potem opublikowałem jeden jedyny odcinek takiego głupawego “Abecadła”, odgrażając się lekkomyślnie, że dojdę do litery C, to też mentalnie przebywałem wciąż w Pociągu Miłości, choć zwrócił też moją uwagę rozrastający się w nowej Polsce nowotwór biurokracji.
Z tego wszystkiego w 2001 roku stałem się wpływowym opolaninem jak biskup Nossol. Jak komu trzeba coś w Opolu załatwić, niech da znać.
W 2004 r. moje wpływy sięgały już na tyle daleko, że mogłem załatwić Kościelskich memu druhowi z Pociągu Miłości, który przy każdej okazji podkreślał, komu zawdzięcza swój sukces. Słusznie też zauważył, że numerem 1 zawsze będę ja.











