„Po tekście, który napisałam o Simonie Kossak, jeden pisarz podjął się misji oczyszczania rzekomo zbrukanego przeze mnie dobrego imienia badaczki” – napisała jedna pani drugiej pani na swoim profilu społecznościowym. Ten jeden pisarz „produkuje treści”, które obrażają ją, jednego dziennikarza i dwóch naukowców.
Pani Redaktor, nie może być tak, żeby produkowano obraźliwe treści bezkarnie. Niech Pani pozwie przed sąd tego pisarza jednego. Co Pani szkodzi? I naukowców niech Pani do tego samego zachęci, i dziennikarza też.
A w ogóle to co oni tak stoją w kącie jak dotknięci niemotą drugoroczniacy? Jaj nie mają, że we trzech się boją dać odpór jednemu pisarzowi i Pani musi za nich nadstawiać wszystkiego, co Pani ma najwątlejszego?
Pani Redaktor, ma Pani strasznego pecha w życiu, przynajmniej zawodowym. Ma Pani pecha, bo próbuje Pani ubabrać ludzi kryształowo czystych. A do takich nic się nie przykleja, wszystko zostaje Pani na rękach.
Bo napisała Pani też, że ten jeden pisarz doczekał się wsparcia w produkowaniu treści od „przedstawicieli elit intelektualnych Polski” oraz „różnych moralistów”, wśród których wypatrzyła Pani „znanego przygranicznego influencera, który (…) najwyraźniej chce, żebym o nim też napisała tekst”. A ten znany influencer parę godzin po Pani wpisie otrzymał nagrodę, jaką otrzymują tylko najdzielniej stający w imię tego, czego Pani bardzo brakuje. Jest takie powiedzenie, że ktoś się sam zaorał. Kultywując agrotechniczną metaforykę: Pani właśnie wywiozła samą siebie kultywatorem na koniec kolejki dziennikarzy do znanego influencera.
Niechaj będzie pochwalony mój radiowy nawyk nagrywania wszystkich rozmów telefonicznych.
Dzięki niemu mam zarejestrowane, jak Piotr Czaban, bo to on jest „znanym influencerem”, dzwoni do mnie i mówi, że czytał mój wpis w obronie dobrego imienia prof. Kossak i czuje się w obowiązku udostępnić go, ale też chce mi powiedzieć, że zna osobiście Wajraka i prof. Kowalczyka i bardzo ich obu ceni. I boleje nad tym, że tak słabo wypadli w sprawie prof. Kossak. I Wajraka szybko odkładamy ad acta, ale potem Piotr mi opowiada o wspaniałej postawie prof. Kowalczyka w różnych sytuacjach, w których Kowalczyk wykazał się odwagą, bezinteresownością i czym tam jeszcze trzeba, dużo tego jest, że to super facet i że najzwyczajniej w świecie jest sympatyczny. I ja mam to wszystko nagrane. Z tym „super facetem” trochę polemizuję, ale nie za bardzo; mówię Piotrowi, że się naprawdę cieszę, że mi to mówi, i że jak już imię Simony Kossak będzie oczyszczone, przeprosiny opublikowane itd., to w triumfalnym artykule podsumowującym z radością podkreślę wszystkie zalety Kowalczyka, nie ujmując mu niczego z wad, które zdążyłem dzięki Skibińskiej odkryć. Bo Piotr Czaban jest lepszym od Skibińskiej nie tylko dziennikarzem.
Jeśli Piotr po powrocie ze statuetką „Stającym w imię zasad” nie wyrazi sprzeciwu, to wrzucę tę prywatną rozmowę na jacpo peel. Całą. Razem z tym, jak dowiaduję się, że zna też i Skibińską, wobec czego pytam go, jak sądzi, co mogło ją skłonić do napisania tak stronniczego artykułu. I co on mi odpowiada.
Skibińska starannie unika zdradzenia, kto jest znanym influencerem a kto jednym pisarzem. Ponieważ jestem pisarzem nie tylko lepszym od niej, polecam Wam jej wpis, jest przypięty pod sufitem na stronie https://www.facebook.com/regina.skibinska. Bardzo Was proszę, zajrzyjcie tam, bo mimo preambuły „Edytuję, bo podobno post jest mało zrozumiały”, Skibińska tak tam bełkocze, że miejscami nie sposób tego nijak zrozumieć, a jak coś nie daje się zrozumieć, to nie ma z tym jak polemizować. Są tam też kolejne przekłamania, ale z ich prostowaniem poczekam do czasu sprostowania tych opublikowanych w OKO PRESS; zresztą są tak nieudolne, że osoby zorientowane w temacie łatwo je wyłapią.
Bezpośrednio po zapowiedzi: „po namyśle postanowiłam oddać głos bohaterce mojego tekstu”, Skibińska oddaje tam głos Jędrzejewskim, Okarmie i Kowalczykowi. W ogóle nie odnosi się do kłamstw i kłamstewek, na których ją złapałem; zamiast tego wytacza przeciw śp. Simonie Kossak kolejną armatę, największą. Pasy zapięte? No to uwaga, red. Skibińska oddaje głos swojej bohaterce.
Jako nowy dowód na to, że Simona Kossak była morderczynią zwierząt, red. Regina Skibińska przedstawia wycinek z artykułu prof. Kossak gdzieś tam. Zdaniem Skibińskiej prawdziwe oblicze Kossak zdradza jej język, który jest „typowo łowiecki”, ponieważ Kossak w odniesieniu do zwierząt używa słowa „sztuki”, a zdaniem Skibińskiej powinna używać słowa „osobniki”.
Samozaoranie się nie dostarcza red. Skibińskiej wystarczającej satysfakcji, ona się jeszcze musi nawieźć i elegancko zabronować. Bo w tym wycinku nie ma mowy o sztukach. Stoi napisane jak byk: „osobniki płci żeńskiej”. Lećcie to szybko zobaczyć, zanim red. Skibińska dokona kolejnej edycji „bo podobno post jest mało zrozumiały”.
Pamiętacie jak się zastanawiałem, dlaczego ani redakcja OKO PRESS, ani autorka nie odpowiadają na moje zarzuty i korespondencję? Teraz przynajmniej to drugie się wyjaśniło. Przez dwa tygodnie red. Skibińska – być może na polecenie redakcji – liczyła sarny w słynnym artykule w słynnym numerze słynnego „Sylwana” z któregoś tam roku. Innymi słowy, próbowała rozwikłać problem znany współczesnej nauce jako Wajrak’s Dilemma: jak policzyć 25 saren, żeby w sumie otrzymać łączną liczbę wyższą niż 429 saren.
Kiedy nie mogę zasnąć i nawet liczenie baranów nie pomaga, lubię sobie wyobrażać red. Skibińską ślęczącą nad „Sylwanem”, gryzącą obsadkę i rachującą sarny.
Jej obecny bełkot w największej mierze tego właśnie dotyczy. Rękami całymi w sznytach red. Skibińska chwyta się kolejnej brzytwy. Znalazła w „Sylwanie” tabelkę, którą próbuje zrozumieć. Kładzie nam przed oczy jej kopię, ale odcina podpis pod tabelką, żeby sprawić wrażenie, że tabelka przedstawia gwałtowne ubywanie zwierząt wskutek tępicielskich działań Simony Kossak. Nie zauważa albo udaje że nie zauważa, iż ze sporządzonej w 1995 r. tabelki, gdyby rozumieć ją tak jak ona, wynikałoby, że w 1994 r. w Puszczy Białowieskiej nie było ani jednej sarny i ani jednego łosia, co się nie zgadza z upartą jak osioł rzeczywistością. Sami zobaczcie, link podałem.
Red. Skibińska jest samotna w swoich zmaganiach z matematyką. Obaj profesorowie zostawili ją prawdopodobnie na lodzie i już nie chcą się z nią ślizgać po temacie Simony Kossak. Najlepsze zostawiła nam na koniec, bo oto…
Pasy zapięte? To przywiążcie się jeszcze łańcuchami. I połóżcie sobie na podołku najcięższe książki, jakie macie. Ale pointa gorzkich żali Reginy Skibińskiej i tak wywali Was z butów.
Nie mogąc zrozumieć danych źródłowych, na które się trzy tygodnie temu powoływała, kiedy na ich podstawie zarzucała nieżyjącej od 20 lat naukowczyni eksterminację zwierząt w Puszczy Białowieskiej, red. Skibińska rozczulająco prosi: „Jeśli coś podałam nie tak, to będę wdzięczna za sprostowanie osobom znającym się na rzeczy”.
Sprostowanie takie, Pani Redaktor, wysłałem na adres redakcji OKO PRESS już kilka dni temu.
Obecny status sprostowania, o które Pani prosi, jest taki, iż po nieskutecznym zaawizowaniu oczekuje ono na odbiór w Placówce Pocztowej Warszawa 12, pod adresem Aleja Niepodległości 121/123, Warszawa.



