Pussy Riot: Nie chcę być tłem

– Zaczęły przywdziewać maski z otworami na oczy i usta. Zaniepokoiło mnie to, że wyjęły skądś gitarę.
            – Zwykłą gitarę?
            – Nie, nie, nie. Nie zwykłą gitarę. To była gitara elektryczna

fragment przesłuchania świadka Sokołogorskiej  przez sędzię Syrową podczas procesu Pussy Riot w 2012 r.

Przeżyjmy to jeszcze raz.

Gówno prawda! W akcji tej mogliśmy podziwiać prędkość nie żadnego „Emba P.”, tylko przede wszystkim Piotra Wierziłowa, którego wyjątkowo długo nie mogli dogonić ochroniarze stadionu w Moskwie podczas finałowego meczu mistrzostw w kopaniu sztucznego pęcherza w krótkich gatkach z 2018 r. Komentarz ślepego szpaka z polskiej telewizdy, że „rzuca się jakiś szaleniec tutaj, jak widzimy, na Lovrena” też jest gówniany, skoro widzimy akurat, że to Lovren, chorwacki kopacz sztucznego pęcherza, rzucił się na Wierziłowa, przewrócił go na ziemię i teraz drze nad nim mordę. Aż sędzia z chujogiewką podbiegł po chwili, żeby powstrzymać Lovrena i jeszcze jednego Chorwata od skopania leżącego. Można dokładnie obejrzeć tę sytuację od pierwszej sekundy poniższego nagrania: Wierziłow grzecznie proponuje chorwackiemu pęcherzyście przybicie piątki, a ten marnuje stuprocentową okazję wzięcia autografu od współzałożyciela Mediazony i Pussy Riot, którego sam Putin spróbuje za dwa miesiące otruć. Zamiast tego szarpie go i krzyczy:

Kiedy po napaści Rosji na Ukrainę światowa Federacja Kopania Sztucznego Pęcherza w Krótkich Gatkach (tzw. FIFA) specjalnie otworzyła okno transferowe w dupach pęcherzowców grających w Rosji, żeby mogli uratować twarz, pęcherzysta Lovren był jednym z niewielu, którzy w Rosji zostali. Mówił: „Nie mam nic przeciwko Rosji” i twierdził, że jego zdaniem nie powinno się mieszać spraw małego pęcherza i wielkiej polityki.

Czworo członków Pussy Riot przebranych za policjantów wbiegło na boisko w ramach happeningu „Milicjant wchodzi do gry”. Towarzyszyła temu publikacja manifestu, w którym Pussy Riot domagało się m. in. uwolnienia więźniów politycznych, zaprzestania karania za internetowe lajki oraz, w nawiązaniu do twórczości Dmitrija Prigowa, „transformacji ziemskiego milicjanta w niebiańskiego”. Pełną listę żądań znajdziecie pod klipem, który pokazuje niebiańskiego policjanta w akcji:

Zaraz po zatrzymaniu dwoje z czworga uczestników akcji, Wierziłowa i Weronikę Nikulszinę, przesłuchiwał niejaki płk Zdarienko, prawdopodobna inkarnacja sierż. Garcii z przygód Zorro. Podczas przesłuchania Garcia Zdarienko wypytywał zatrzymanych, skąd wzięli mundury („Z wypożyczalni”), zarzucał im „obsranie Rosji” i przypominał złowrogą datę 1937, rok stalinowskich czystek, który w całej historii Pussy Riot stosunkowo często jest przez różne postaci dramatu przywoływany.

Żeby opowiedzieć, kim jest i skąd się wziął Wierziłow, muszę sporo się cofnąć w czasie. Kilkanaście lat temu mieszkający w Petersburgu Stas Poczobut opowiadał mi o akcji miejscowych anarchistów, która tak mnie zachwyciła, że do dziś pamiętam. Spośród niezliczonych mostów Pitra 22 są zwodzone. W ciągu dnia odbywa się na nich normalny ruch, a na noc podnosi się je dla umożliwienia żeglugi po Newie. Latem 2010 r. aktywiści grupy Wojna upatrzyli sobie most Litejnyj, doskonale widoczny z okien gmachu służby bezpieczeństwa i przeprowadzili na nim akcję nazwaną „Chuj FSB”. Namalowali na nim 55-metrowego fallusa, dzięki czemu w chwili podnoszenia mostu pracujący po nocach tajniacy mogli być świadkami największego wzwodu w historii Rosji. Rysunek może się wydawać niestaranny, ale członkowie Wojny nie mieli czasu na dopracowanie dzieła w szczegółach, wykorzystując na jego stworzenie krótką chwilę między zamknięciem ruchu a podniesieniem mostu.

Powodem, dla którego Wojna zapragnęła pokazać FSB „takiego chuja” było trwające właśnie postępowanie w sprawie przyjęcia jaskrawo naruszających prawo poprawek do ustawy o tajnych służbach. To był stały element działań Wojny: przeprowadzanie widowiskowych akcji w celu nagłośnienia istoty podejmowanego protestu. Dwa lata wcześniej, kiedy Putin wyznaczył Miedwiediewa do trzymania mu miejsca na prezydenckim stolcu, Wojna wsławiła się akcją „Rżnij się dla następnego Niedźwiadka”, podczas której dziesięcioro aktywistów dokonywało tytułowej czynności na terenie Muzeum Biologii obok wypchanego niedźwiedzia, w celu spłodzenia „Niedźwiadka” mającego być następcą Miedwiediewa. „Rżnięcia” dokonywano w sposób ostentacyjnie beznamiętny, a jedną z pięciu par stanowili Wierziłow i Nadieżda Tołokonnikowa, która cztery dni później urodziła jego dziecko, wtedy jeszcze studenci.

Kolejne akcje Wojny to m. in. „Gliniarz upokorzony na własnych śmieciach” (udając uczniów przysłanych z liceum, zdejmowali portrety Putina na komisariatach i zastępowali je portretami Miedwiediewa), „Gliniarz w cerkiewnej szacie” (Oleg Worotnikow w stroju duchownego i czapce milicjanta wyniósł z supermarketu cały kosz zakupów bez płacenia), „Pamięci dekabrystów” (markowana egzekucja imigrantów, Żydów i homoseksualistów na terenie świątyni mamony, jaką był moskiewski Auchan) i „Szturm na Biały Dom” (wyświetlenie olbrzymiej trupiej czachy na fasadzie siedziby rządu). Jak każda szanująca się grupa artystyczna, Wojna przeżyła wkrótce rozłam. Bardziej radykalne, petersburskie skrzydło pod nieformalnym przywództwem Worotnikowa zajęło się uszkadzaniem lub zgoła niszczeniem radiowozów milicyjnych, co skończyło się aresztowaniami i koniecznością ucieczki lidera za granicę. Moskiewski odłam Wierziłowa i Tołokonnikowej, którzy zdążyli wziąć ślub w dniu jej 18 urodzin, działał łagodniej. Ich znakiem firmowym była akcja „Nakarm drogówkę”, której ofiarami stali się chłopcy radarowcy. Członkowie Wojny ukrywali się w miejscach, w których milicjanci zwyczajowo zaczajali się z radarami. Następnie albo wyskakiwali z krzaków w chwili przyjmowania przez milicjanta zwyczajowej łapówki od kierowcy albo ponownie zatrzymywali kierowcę nieco dalej. Udając rodzinę milicjanta, krzyczeli na niego, że tak mało wziął, że nie potrafi utrzymać licznej rodziny i jeszcze się jej wypiera. Od kierowców zaś próbowali wyżebrać jeszcze parę kopiejek, coś do jedzenia albo chociaż coś z ubrania. Całość, uwiecznianą na wideo, wieńczyła uczta na masce radiowozu:

Podczas akcji „Cmoknij śmiecia” w sposób niezamierzony na czoło moskiewskiej frakcji Wojny wysunęły się dziewczyny. Pretekstem i podtekstem była tym razem dokonana dekretem Miedwiediewa zmiana nazwy milicji na policję. Członkowie Wojny zamierzali sprawdzić, czy magiczny zabieg Miedwiediewa przyniósł skutek i świeżo ochrzczeni policjanci rzeczywiście są lepsi od milicjantów. Tym razem planowano filmować aktywistów proszących policjantów o drobną pomoc, a w razie przyjaznej reakcji okazujących im przesadną wdzięczność, aż do pocałunku w usta. Przyjęto przy tym zasadę, że policjantów całują chłopcy, a policjantki – dziewczęta. Jednak w miarę zbliżania się akcji kolejni męscy aktywiści wycofywali się z niej i na placu boju zostały same dziewczyny. Przeprowadzona przez nie akcja była jednym z większych sukcesów Wojny. Film opublikowany w przededniu Dnia Kobiet zrobił furorę w Internecie, a jego autorki i bohaterki zaczęto postrzegać jako pierwsze feministki w Rosji.

https://www.youtube.com/watch?v=l0A8Qf893cs

Jesienią 2011 r. dwie dziewczyny, które najwięcej policjantek się nacałowały, czyli Tołokonnikowa i Katia „Kat” Samucewicz, dokonały pierwszego nagrania pod nazwą Pussy Riot. Ponieważ nie umiały śpiewać, w naturalny sposób obrały za swoją stylistykę punk, w której wystarczy umieć krzyczeć. Ponieważ nie umiały grać na gitarach, riffy do pierwszego numeru wzięły z „I’m Not a Fool” Cockney Reject. Ponieważ nie dysponowały zapisem ścieżki muzycznej bez wokalu, wzięły z piosenki tylko dwie początkowe frazy gitarowego solo i zapętliły je, niezbyt zresztą precyzyjnie. Utwór swój zatytułowały „Zabij seksistę”. Jego słowa, tak jak i dalsze teksty, podaję w przekładzie Julii Szajkowskiej:

Twoja matka tonie po uszy w brudnych garach.

Cuchnące żarcie przykleja się do brudnych garów.

Umyj podłogę panierowanym kurczakiem,

Twoja matka żyje w więzieniu.

W więzieniu zmywa gary jak frajerka.

W więzieniu nie ma wolności.

To życie z piekła rodem, tam facet jest panem.

Wyjdź na ulicę i uwolnij kobiety!

Ssij sam swoje cuchnące skarpety,

Nie zapomnij podrapać się wtedy po dupie,

Beknij, spluń, wypij, wysraj się,

A my z radością staniemy się lesbijkami!

Sam zazdrość sobie tego głupiego penisa

Albo wielkiego fiuta kumpla od kielicha,

Albo ogromnej fujary faceta z telewizji,

A w tym czasie gówno wzbierze i wypełni chałupę po sufit.

Stań się feministką, stań się feministką,

Pokój światu i śmierć mężczyznom.

Stań się feministką, zabij seksistę! Zabij seksistę i zmyj jego krew.

Drugi numer Pussy Riot i zarazem pierwszy, który ilustrowało wideo dokumentujące miejską akcję, to „Uwolnij kostkę brukową”. Rebeliantki, których było już kilka, podstawę muzyczną wzięły tym razem z „Police Oppression” Angelic Upstarts. Na tym podkładzie wykrzyczały zachętę do podjęcia kamieni w ramach protestów obywatelskich przed zbliżającymi się wyborami do Dumy. Nawiązywały do głośnej wówczas sprawy obrony przed autostradą lasu w podmoskiewskich Chimkach – Tołokonnikowa brała w niej udział – i niedopuszczenia do kandydowania w wyborach liderki obrońców Chimek, Jewgienii Czirikowej. Przywoływały miejsca „kolorowych rewolucji” dokonujących się wówczas w północnej Afryce. Przed nagraniem wymyśliły swój image: jaskrawe kominiarki, jaskrawe sukienki i jaskrawe pończochy. Na wideo, jakie powstało, autorki zaznaczyły filmujących je tajniaków z Centrum Przeciwdziałania Ekstremizmowi, specjalizujących się w szpiegowaniu opozycji politycznej i społecznej. A na początku zobaczycie wspinającą się po drabince Nadię Tołokonnikową, znowu w ciąży. Ale nie lękajcie się: tym razem jest to ciąża zrobiona z poduszki, która przyda się do wyrażenia sprzeciwu wobec zapowiadanego wówczas w Rosji zakazu aborcji (przy okazji reformy systemu opieki zdrowotnej konserwatywna frakcja w parlamencie próbowała przeforsować czternaście poprawek ograniczających prawo do aborcji, z których ostatecznie przeszły tylko dwie).

Głosujący cisną się w salach lekcyjnych,

Urny zasmradzają duszne pomieszczenia,

Cuchnie tu potem i cuchnie kontrolą,

Umyto podłogi, zadbano o stabilizację.

Uwolnij bruki! Uwolnij bruki!

Uwolnij bruki! Uwolnij bruki!

Wypucowano toalety, panienki już po cywilnemu,

Duch Żiżka spłynął do ścieków,

Wycięli las w Chimkach,

Czirikowa odpadła w przedbiegach,

Feministki wysłano na macierzyński.

Uwolnij bruki! Uwolnij bruki!

Uwolnij bruki! Uwolnij bruki!

Na zmiany nigdy nie jest za późno.

Pałki policyjne są już gotowe,

głosy podnoszą się coraz wyżej.

Rozciągaj mięśnie rąk i nóg,

A policjant wyliże cię między nogami.

Uwolnij bruki! Uwolnij bruki!

Uwolnij bruki! Uwolnij bruki!

Egipska bryza służy płucom,

Zamieńmy plac Czerwony w Tahrir,

Spędź cały dzień wśród silnych kobiet,

Znajdź na balkonie czekan i uwolnij bruki.

Tahrir! Tahrir! Tahrir! Bengazi!

Tahrir! Tahrir! Tahrir! Trypolis! Feministyczny bat zrobi dobrze Rosji.

Po kolejnych pseudo wyborach z 4 grudnia 2011, kiedy Putin i Miedwiediew znów wymienili się stolcami, moskwiczanie wyszli na ulice. Spowodowało to oczywiście falę aresztowań, swoją pierwszą noc na komisariacie zaliczyły też Nadia i Katia. Rano wypuszczono je, ale Piotra jako notowanego wcześniej zamknięto na 15 dni w Specjalnym Zakładzie Karnym Nr 1, wraz z kilkunastoma innymi uczestnikami protestów. Spędzał tam czas w doborowym towarzystwie. Siedział z nim bloger zajmujący się korupcją w Rosji, Aleksiej Nawalny. Siedział Ilia Jaszyn, współpracownik Niemcowa, który w 2022 r. zostanie skazany na 8,5 roku kolonii karnej plus 4 lata zakazu korzystania z Internetu za informowanie o zbrodniach rosyjskich w Buczy. Siedział Matwiej Kryłow, młody performer aresztowany po oblaniu wodą prokuratora oskarżającego uczestników zamieszek jeszcze w październiku.

14 grudnia Katia, Nadia i anonimowa anarchistka, która jako jedyna wśród nich umiała grać na gitarze, wspięły się na dach garażu na tyłach zakładu karnego nr 1, żeby pod oknami celi zaśpiewać znakomitym więźniom „Śmierć więzieniu, wolność protestowi”:

Pora nauczyć się, jak okupować place,

Władza w ręce ludu, pieprzyć przywódców.

Przyszłość ludzkości leży w działaniu.

LGBT, feministki, stańcie w obronie ojczyzny!

Śmierć więzieniom, wolność sprzeciwu!

Niech gliny pracują na rzecz wolności,

Niech protesty służą poprawie pogody,

Zajmijcie plac, ale pokojowo,

Zabierzcie broń z rąk policji.

Śmierć więzieniom, wolność sprzeciwu!

Wypełnijcie miasto, ulice i place.

W Rosji jest co robić, zapomnijcie o ostrygach.

Otwórzcie drzwi, wyrzućcie pagony,

Chodźcie do nas posmakować wolności. Śmierć więzieniom, wolność sprzeciwu!

Jak widać, Pussy Riot przejęły zasadę Wojny: spektakularnym, pozornie niepoważnym akcjom towarzyszył bardzo poważny podtekst. Związane z kolejnymi akcjami manifesty umieszczały na swoim blogu.

20 stycznia na Placu Czerwonym Pussy Riot wykonały utwór „Putin się zeszczał”, po czym na kilka godzin zostały zatrzymane przez policję, dwie ukarano mandatami.

Na Kreml maszeruje kolumna zbuntowanych.

Lecą szyby z okien w siedzibie FSB.

Suki szczają po gaciach za czerwonymi ścianami.

Bunt rozwala system!

Podtekstem kilkudziesięciosekundowych punkowych „występów” pięciu pionierek grupy w Soborze Objawienia Pańskiego, a dwa dni później w Soborze Chrystusa Zbawiciela było poparcie okazywane Putinowi przez zwierzchnika Cerkwi, patriarchę Cyryla, przy jednoczesnym potępieniu manifestacji opozycji na pl. Błotnym. Cyryl wprost zakazywał „wierzącym” udziału w manifestacjach, które uznał za grzeszne. Bezpośrednim impulsem do akcji w cerkwi było wcześniejsze o dwa tygodnie spotkanie Putina z liderami religijnymi Moskwy, podczas którego Cyryl lizał Putinowi, co tylko się dało: „Ja otwarcie powinienem to powiedzieć jako patriarcha, który jest powołany, by głosić prawdę, nie zwracając uwagi ani na polityczną koniunkturę, ani na propagandowe wymogi, że ogromną rolę w prostowaniu dróg naszej ojczyzny odegrał osobiście pan, Władimirze Władimirowiczu. I chcę panu za to podziękować. […] Dzięki łasce Bożej, przy aktywnym udziale kierownictwa państwa, udało się nam wyjść z tego strasznego kryzysu […]. Największe wartości, jakie mamy, to wolność, uczciwość, godność, sprawiedliwość”.

Akcję „Bogurodzico, pogoń Putina!” buntowniczki pragnęły przeprowadzić w Soborze Chrystusa Zbawiciela. To tu ma swoją ociekającą złotem siedzibę Cyryl, tu działają jego biznesy spod szyldu Fundacji Chrystusa Zbawiciela (myjnia samochodowa i luksusowa sala weselna), stąd telewizja transmituje świąteczne nabożeństwa z udziałem Putina i Miedwiediewa. Ale podczas rekonesansu przekonały się, że cerkiew jest niedoświetlona, a przez cały czas strzeżona przez ochroniarzy, zatem nie zdążą nawet rozstawić sprzętu, nie mówiąc o występie i jego rejestracji. Postanowiły zatem przeprowadzić akcję w podobnym w wystroju, ale położonym bardziej na uboczu i nie strzeżonym tak pilnie Soborze Objawienia, a potem dopiero spróbować powtórzyć ją w gnieździe Cyryla. W razie potrzeby wnętrze pierwszej cerkwi mogło z powodzeniem udawać w nagraniu wnętrze drugiej.

            Jak postanowiły, tak zrobiły. Akcja w cerkwi Objawienia przeszła bez większego echa, przepędziła je jakaś kobieta, ale zdążyły nagrać, co chciały. Było ich sześć, ale po tej akcji jedna nie wytrzymała napięcia i wycofała się z późniejszego o dwa dni występu w Soborze Zbawiciela. Oczywiście towarzyszyło im kilka osób wspomagających, choćby utrwalających przebieg wydarzeń, a np. gitary wnieśli wcześniej do cerkwi mężczyźni, u których pakunki nie wzbudzały takich podejrzeń jak u kobiet.

Przewidując zarzut bluźnierstwa i świętokradztwa, Pussy Riot wkroczyły do cerkwi podczas trwającej tydzień tzw. maselnicy, prawosławnych ostatków karnawału, kiedy wstęp do cerkwi mają nawet wyrzutki i błazny. Poproszony o komentarz Andriej Kurajew, pop postrzegany przez media jako przedstawiciel „cerkwi otwartej”, powiedział np.: „Nakarmiłbym je blinami, dał po kuflu miedowuchy. To, co zrobiły, to skandal, ale legalny. Mamy karnawał – czas błazeństw i parodii”. Jednak ani władze cerkiewne, ani państwowe nie były tak łagodne.

Dwie uczestniczki akcji w Soborze Zbawiciela do dziś pozostają nieznane. Trzy znamy, bo wkrótce zostały zatrzymane i pozbawione Wolności, oprócz Tołokonnikowej i Samucewicz ujęta została Masza Alochina. Przy czym nawet policyjni śledczy prawdziwe dane personalne Samucewicz, która dobrze ukryła swoje dokumenty tożsamości, poznali dopiero w kwietniu, kiedy nakłoniła ją do podania ich jej adwokatka. Po kilku znaczonych głodówkami protestacyjnymi – najdłuższa trwała 19 dni – miesiącach zostały postawione przed sądem. Sędzia Marina Syrowa postawiła im zarzut czynu zagrożonego karą do siedmiu lat więzienia: chuligaństwa motywowanego nienawiścią religijną, a także „próbę osłabienia kręgosłupa moralnego całego kraju” – przy czym chodziło wyłącznie o akcję w Soborze Chrystusa Zbawiciela. Jak niegdyś Living Theatre, dziewczyny z Pussy Riot wykorzystały salę sądową jako trybunę do przedstawiania swoich poglądów i oskarżania panującego w Rosji systemu politycznego. Osiągnęły w tym duży sukces. Bywało, że rozprawa sądowa upodabniała się do happeningu, np. kiedy obrończyni Wioletta Wołkowa złożyła wniosek, aby sędzia Syrowa, jako uprzedzona względem oskarżonych, sama wyłączyła się z procesu. Kiedy Wołkowa została upomniana przez sąd, drugi adwokat, Mark Fiejgin, zażądał od Syrowej takiego samego upomnienia i otrzymał je. Tenże Fejgin domagał się od sądu wyjaśnienia, co to są „diabelskie drgawki”, bo kobieta cerkiewna występująca jako świadek oskarżenia tak właśnie określiła opracowany przez Pussy Riot układ choreograficzny.

Przez cały czas trwania procesu na zewnątrz sądu trwał przegląd niezależnej twórczości i myśli, obrońcy Pussy Riot ścierali się z obrońcami cerkwi, a policja miała pełne portki roboty.

Piątego dnia procesu na dachu sklepu naprzeciw sądu, dokładnie na wysokości otwartych okien, trzej mężczyźni w kominiarkach wyskandowali „Uwolnić Pussy Riot!” i odśpiewali „Bogurodzicę” w ich wersji. Oskarżone nagrodziły ich serdecznymi brawami – reszta sali milczała, bo Syrowa od pewnego czasu usuwała z sali wszystkich, którzy choćby tylko uśmiechnęli się pod nosem.

Alochina, Samucewicz i Tołokonnikowa zostały skazane na dwa lata kolonii karnej. Upominały się o nie Human Rights Watch, Amnesty International, Boris Akunin, Paul McCartney, Sting, Madonna, U2, Patti Smith, Bruce Springsteen i wiele innych organizacji i osobistości. Pierwsza riot grrrl, Tobi Vail  z Bikini Kill współtworzyła petycję Free Pussy Riot, którą podpisało 150 tysięcy ludzi (Vail staje się przy tej okazji łączniczką między Pussy Riot a poprzednio przeze mnie przedstawianą Phranc :-)). Były gwiazdami już w ostatnim dniu rozprawy, kiedy jeden z eskortujących do więzienia policjantów spytał, czy może sobie zrobić z nimi zdjęcie. Ale były właśnie gwiazdami uwięzionymi.

Katia Samucewicz, która w odróżnieniu od Maszy i przede wszystkim Nadii w ogóle nie wygląda na osobę stworzoną do gwiazdorstwa, nie była zadowolona z postawy obrońców. Ich wykłócanie się z Syrową, tak dobrze wypadające w obiektywach kamer, nie przyczyniło się jej zdaniem do złagodzenia wyroku. Jej obrońcą był najmniej widowiskowy Nikołaj Połozow, który jednak przed mającą nastąpić rozprawą odwoławczą mało się z nią kontaktował, a jeśli już, to głównie po to, żeby ją namówić do współpracy z Wierziłowem zajętym przekuwaniem zainteresowania procesem w popularność i zysk. W kwietniu 2012 o zarejestrowanie marki Pussy Riot – co oznaczałoby np. możliwość organizacji koncertów pod tą nazwą, ale też produkcję wódki Pussy Riot (był taki pomysł) czy gadżetów reklamowych – wystąpiła spółka Web Bio należąca do żony adwokata Fejgina. W końcu Katia zdecydowała się na nową obrończynię, Irinę Chrunową, znalezioną dla niej przez przyjaciółkę z zewnętrznej grupy wsparcia. Chrunowa całkowicie zmieniła linię obrony. Podczas rozprawy odwoławczej podniosła argument, iż Samucewicz nie brała udziału w czynnościach, które jej zarzucano (w Soborze Chrystusa Zbawiciela nie zdążyła założyć gitary na szyję, nie podskakiwała i nie śpiewała, robiła to w Soborze Objawienia Pańskiego, którego jednak akt oskarżenia nie obejmował). Po godzinnych rozmyślaniach zszokowany sąd zawiesił wykonanie kary względem Samucewicz, która, przy akceptacji współoskarżonych przyjaciółek, opuściła salę sądową jako wolna. Niedługo potem mówiła Sylwii Chutnik w rozmowie dla Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie m. in. o koleżankach: „Mamy zakaz utrzymywania kontaktów. Staram się jednak korespondować z nimi, podszywając się pod kogoś innego, lecz one nie mogą udzielać mi pełnych odpowiedzi, gdyż wszystkie ich listy są czytane przez więziennych cenzorów. [Nasze] najlepsze wystąpienie to Kropotkin-vodka, gdzie udał się zarówno sam występ, jak i zrealizowany podczas niego klip. Występowałyśmy przeciwko kulturze glamour, która w Rosji jest prorządowa, gdyż tylko ludzie z okolic władzy, posiadający ogromne pieniądze mogą pozwolić sobie na wysoki standard życia w stylu glamour. Występowałyśmy w butikach, na pokazach mody, gdzie udało się nam podpalić scenę i przy okazji siebie”.

Chyba nie przypadkiem Katia poruszyła temat kultury Glamour. W tym samym czasie protestowała przeciw komercyjnemu wykorzystywaniu nazwy Pussy Riot, sprzecznemu, jak mówiła, z ideologią grupy. Nadia i Masza zostały uznane przez Amnesty International za więźniarki sumienia. Trafiły do kolonii karnych, które de facto były obozami pracy. Dość szybko przekonały się, że decyzja Katii o zmianie obrońców była słuszna, Wołkowa i Fejgin przestali się interesować ich losem. I Nadia, i Masza korzystały teraz z usług Chrunowej, kiedy trzeba było np. złożyć wniosek o skrócenie odbywanej kary. Ich losy były podobne. Masza trafiła do Bierieznik pod Permem, Nadia do Parcy w Mordowii. Więźniarki spały w ogromnej hali służącej za sypialnię ponad stu z nich, pracowały po kilkanaście godzin na dobę w szwalni, szyjąc mundury policyjne i rękawice, mogły się kąpać raz na tydzień. W repertuarze kar za najdrobniejsze wykroczenia w rodzaju źle zapiętego płaszcza: izolacja, zakaz mycia się przez dwa tygodnie, zakaz wchodzenia do baraku podczas mrozów, zamykanie toalet. Ale kiedy oswoiły się z nową sytuacją, podjęły walkę o prawa swoje i współwięźniarek. Nadia, którą „Le Figaro” uznało kobietą roku 2012, pisała z Mordowii: „Marzące jedynie o odrobinie snu i łyku herbaty, wycieńczone, udręczone i brudne, skazane stają się miękkie jak wosk w rękach administracji, która widzi w nas jedynie darmową siłę roboczą. Na naszej zmianie szyje się sto pięćdziesiąt mundurów policyjnych dziennie. Gdzie znikają pieniądze uzyskane z ich sprzedaży?”. Masza w wolnych chwilach czytała kodeksy z komentarzami i została prawdziwym prawnikiem-samoukiem. Udało jej się zdobyć pozwolenie na mycie głowy codziennie i zwolnienie z obowiązku poddawania się upokarzającej kontroli osobistej, w zasadzie badaniom ginekologicznym, po każdym spotkaniu z prawnikiem. Więcej: upominając się o prawa więźniów i korzystając ze słabnącego, ale jednak trwającego zainteresowania dziennikarzy, doprowadziła do poprawienia losu współwięźniarek, w tym przede wszystkim skrócenia czasu pracy nie wszystkich, ale wielu z nich, do ośmiu godzin dziennie. Poza tym, nawet będąc na zesłaniu udzielała wywiadów:

O pobycie w kolonii karnej opowiadała po latach Paulinie Siegień z „Krytyki Politycznej”: „Wszystko, co się wydarzyło od tego momentu, pamiętam tak, jakby to był film. Wyobraź sobie, że jest zima, 27 stopni mrozu, przywożą cię do Solikamska. Kilkanaście kilometrów stamtąd siedział Warłam Szałamow. To wszystko było straszne, a jednocześnie bardzo filmowe. Jeśli nie dasz się opanować strachowi, jeśli nie będziesz w swojej głowie hodować jakichś wielkich lęków, to więzienie może być ciekawym doświadczeniem, które potem przydaje się w życiu. W kolonii panuje próżnia informacyjna, nie masz jak odreagować, nie wiesz do końca, co się dzieje wokół ciebie. W zwykłym życiu, jeśli szef w pracy zechce od ciebie czegoś, czego nie chcesz zrobić, możesz po prostu pójść wieczorem na miasto, spotkać się z przyjaciółmi i omówić to, a rano obudzić się ze świeżym umysłem. Ale w kolonii karnej nie ma ani baru, ani przyjaciół. I jedyny sposób to pozostać maksymalnie szczerą i uczciwą wobec samej siebie. Przed więzieniem niewiele wiedziałam o prawach człowieka, w celi też nie wisiały na ścianie. Ale właśnie tam nauczyłam się o nich najwięcej i zostałam aktywistką”.

Pobyt w koloniach skłonił Alochinę i Tołokonnikową do podjęcia tematu łamania praw człowieka w rosyjskich więzieniach. Po odbyciu kary skróconej nieco przez amnestię, zaczęły odwiedzać więzienia dla kobiet i domagać się poprawy panujących w nich warunków. Jeździły też do Niemiec i USA, gdzie opowiadały o swoim uwięzieniu i brały udział w koncertach Amnesty International. Na początku 2014 r. podczas Igrzysk Nie Tylko w Kopaniu Ale Też Turlaniu, Podbijaniu i Przeskakiwaniu Sztucznego Pęcherza w Soczi próbowały nagrać wideo do utworu „Putin nauczy cię kochać ojczyznę”. Celem akcji było zwrócenie uwagi na towarzyszącą igrzyskom korupcję i los Jewgienija Witiszki, ekologa skazanego na trzy lata za krytykę negatywnego wpływu igrzysk na środowisko naturalne. Pussy Riot były jednak śledzone, podczas pobytu w Soczi kilkakrotnie zatrzymywała je policja, „podejrzewając” je np. o hotelowe kradzieże. Zanim na dobre zaczęły śpiewać, zostały pobite przez patrol czegoś w rodzaju straży miejskiej, w Soczi noszący się w tradycyjnych strojach kozackich. Ponadto Tołokonnikową potraktowano gazem pieprzowym (20 sekunda filmu):

W tym samym czasie dokonał się rozłam w Pussy Riot. Na blogu grupy sześć jego członkiń podpisanych tylko pseudonimami (jest wśród nich Kat) zarzuciło Maszy i Nadii zdradę ideałów przejawiającą się m. in. w sprzedawaniu biletów na spotkania i „wyrzuciło” je z zespołu. Pisały m. in.: „To stoi w kontrze do naszych zasad. Nie chcemy pieniędzy za to, co robimy. Nasze występy są zawsze nielegalne, występujemy tylko tam, gdzie nikt nas się nie spodziewa, a nie w miejscach przeznaczonych do tradycyjnej rozrywki. […] Niestety, teraz tak bardzo skupiają się na tym, jak były traktowane w łagrze, że kompletnie zapomniały o ideałach naszej grupy – o feminizmie i walce z władzą autorytarną i kultem jednostki […]. Straciłyśmy dwie przyjaciółki, dwie ideologicznie bliskie członkinie zespołu, ale świat zyskał dwie odważnie i kontrowersyjne obrończynie praw człowieka. Niestety, nie mogłyśmy im tego pogratulować osobiście, bo po wyjściu z łagru nie skontaktowały się z nami”.

Wyrzucenie liderek Pussy Riot z Pussy Riot przeszło bez echa, właściwie mało kto je zauważył. Prawo do nazwy miał już na papierze Wierziłow, a jego i Tołokonnikowej marketingowe talenty sprawiły, że to oni nie schodzili z pierwszych stron gazet i czołówek telewizyjnych newsów. Stary blog Pussy Riot mało co w porównaniu z tym znaczył. Na początku 2015 r. Katia podjęła bezskuteczną batalię sądową o odzyskanie nazwy Pussy Riot, a Nadia, Masza i Piotr zagrali siebie samych w Netflixowym tasiemcu House of Cards.

Od roku 2015 jeśli mówi się o Pussy Riot, to niemal wyłącznie o działaniach gwiazdorskiej frakcji Wierziłowa, Tołokonnikowej i Alochiny. W 2018 r. podjęli oni kampanię na rzecz uwolnienia Ołeha Sencowa, więzionego w Rosji ukraińskiego reżysera. W tym samym roku przeprowadzili spektakularną akcję podczas mistrzostw w kopaniu nadmuchanego pęcherza i wzięli udział w protestach przeciw podniesieniu wieku emerytalnego. Przy tej ostatniej okazji policja zatrzymała Wierziłowa i jego nową – po rozwodzie z Nadią – żonę, Weronikę Nikulszinę, z powodu naruszenia przepisów drogowych. Stanęli przed kolegium, a po powrocie do domu Wierziłow gwałtownie źle się poczuł. Tracił przytomność, miał problemy ze wzrokiem, z coraz większym trudem mówił i chodził. Nikulszina wezwała pogotowie i Wierziłow trafił na oddział reanimacji moskiewskiego szpitala.

Ze szpitala w Moskwie Wierziłow poleciał utartym szlakiem zatrutych rosyjskich opozycjonistów do kliniki w Berlinie. Udało się go uratować, ale nie udało się ustalić, czym został podtruty.

Nie przestraszył się na tyle, żeby zaprzestać działalności w Pussy Riot. 7 października 2020 r. uczcili urodziny Putina, wieszając tęczowe flagi na budynkach-symbolach rosyjskiej państwowości. Towarzyszący akcji manifest domagał się zaprzestania prześladowań mniejszości seksualnych, legalizacji związków partnerskich osób tej samej płci oraz śledztwa w sprawie morderstw i pobić gejów w Czeczenii.

Putin zrewanżował się Pussy Riot umieszczeniem Tołokonnikowej i Nikulsziny na liście „zagranicznych agentów” na rok 2021. Trafia na nią każdy, kto otwarcie wypowiada się przeciw polityce Kremla i choć raz przyjął pomoc finansową z zagranicy. „Zagraniczny agent” nie ma szans na znalezienie pracy, ma obowiązek zgłaszania wszystkich swoich wydatków Ministerstwu Sprawiedliwości, cztery razy w roku musi składać rozliczenie dochodów i wydatków. Pod każdą publiczną wypowiedzią ma obowiązek dodawać informację o uznaniu za „agenta”.

Nasilały się też inne formy represji. Aktywiści Pussy Riot coraz częściej dostawali grzywny, byli zatrzymywani i aresztowani nawet kilkakrotnie z rzędu. Np. Ludmiła Sztejn, partnerka Maszy Alochiny po wyjściu z aresztu została aresztowana przed jego drzwiami na kolejnych 15 dni, ponieważ podczas pobytu w areszcie „nie podporządkowała się poleceniom funkcjonariuszy i zachowywała się agresywnie”. Sama Alochina od czerwca 2021 do kwietnia 2022 była więziona sześć razy, m.in. za „propagowanie symboli nazistowskich” (wrzuciła do sieci zdjęcie Łukaszenki ze swastyką).

Oczywiście Pussy Riot należy do najgorętszych protestujących przeciw napaści na Ukrainę, a Putin z takimi nie żartuje. Kiedy w maju 2022 r. nieznani sprawcy przymocowali do drzwi mieszkania Sztejn tabliczkę z informacją, że tu mieszka „zdrajczyni ojczyzny”, zrozumiała, że musi uciekać z Rosji. Członkinie Pussy Riot były już wtedy śledzone nieustannie, Sztejn przebywała w areszcie domowym z obrożą elektroniczną na kostce. Zdemontowała ją i wymknęła się w przebraniu dostawczyni pizzy. Wybrała je m. in. dlatego, że sprzedawcy tacy noszą na plecach pudło, do którego mogła zabrać swego ukochanego szczura.

Miesiąc później, kiedy areszt domowy Alochiny został jej zamieniony na 21 dni kolonii karnej, ona sama powtórzyła manewr Sztejn. Wyszła z domu w takim samym przebraniu i po trwającej tydzień ucieczce dotarła przez Białoruś na Litwę. Jej paszport wcześniej skonfiskowano i ucieczka powiodła się prawdopodobnie dzięki pomocy władz Islandii, które zdalnie wydały jej dokument obywatelstwa, ale szczegóły tego przedsięwzięcia pozostają tajne.

Nadia Tołokonnikowa w marcu 2022 zebrała ponad siedem milionów dolarów dla Ukraińców z rejonu Doniecka i Łuhańska, organizując sprzedaż tokenów NFT z ukraińską flagą. Miesiąc później ogłosiła powstanie społeczności metaverse dla osób LGBT, również połączone ze sprzedażą NFT zaprojektowanych przez nią samą.

W 2023 Nadieżda stworzyła serię przerobionych wydruków amerykańskich banknotów i wirtualny banner, który w Dniu Kobiet trafił na elektroniczne ekrany w Berlinie, Londynie i Tokio. Na banknotach namalowała kolorowe kominiarki, zwracając uwagę, że od XIX w. na żadnym amerykańskim banknocie nie pojawił się kobiecy wizerunek.

Ostatnio założyła profil na erotycznym portalu onlyfans.com i serdecznie nas tam zaprasza (18 sierpnia 2023: „chcę poznać nowych kochanków. Nie mogę się doczekać, aby podzielić się z Tobą moimi sekretami”). Od dobrych kilku lat muzyka Pussy Riot to już na pewno nie punk. Czy już kultura glamour, której kiedyś nienawidziły wszystkie, a dziś może już tylko Katia Samucewicz? Oceńcie sami, ja się na glamurach nie znam. Działalność Tołokonnikowej i Alochiny podziwiam i doceniam, siedem milionów dolarów dla Ukraińców piechotą nie chodzi, ale dla mnie osobiście twarzą Pussy Riot na zawsze pozostanie Kat Samucewicz.

Pisząc niniejszy tekst, korzystałem z książki Mashy Gessen Słowa skruszą mury i artykułu Szymona Wasielewskiego Bogurodzico, przegoń Putina w „Świecie Idei i Polityki”. Najlepszy, jaki potrafiłem, portret Pussy Riot skleiłem poniżej z dostępnych nagrań i filmów. Od siebie nie dodałem prawie nic, przede wszystkim takim a nie innym montażem starałem się uwypuklić niektóre ważne, moim zdaniem, konteksty. Szczególnie obficie korzystałem z filmu BBC „Pussy Riot – punkowa modlitwa”, tak dobrego, że nie dało się z niego nie czerpać. Ponieważ punk to nie łaskotki, mój montaż nie moich filmów przeznaczony jest dla widzów dorosłych.