Na najwyższym piętrze mieszka pan B. Prostacki arogant, protestancki furiat, furtian suszarni i innych będących przedmiotem pożądania lokali dających się zaadaptować na mieszkania.
Kiedy wydawał dziesięć swych słynnych rozporządzeń, to najpierw zajął się sobą. Żeby nie pretendować do jego stanowiska. Żeby mu nie przekręcać nazwiska. Dopiero w czwartym punkcie zauważył, że istnieje świat bez niego. W piątym zabronił nawet zabijania, ale to martwy zapis. Żony, niestety, nie ma. Śpi za to we własnym łóżku i bardzo jest z tego dumny. Syn jego poszedł w hipisy.
Ludzie wierzą, że pan B. dużo może. Wmawiają jemu samemu, że jest sprawiedliwy. Wierzą, że pod ubraniem nosi rany wyniesione z powstania z martwych. Aczkolwiek nikt ich nie widział. Popierdoleni, którzy nie widzieli, a uwierzyli. Popierdolone miliony. Miliony popierdolonych.