Siły nacisku w szatkownicy do twarogu

czyli

myśl racjonalizatorska inż. Maślanka i tow. Ogórka

Po dziś dzień w obliczu absurdów politycznych, biurokratycznych czy ekonomicznych mawiamy, że „tego Bareja by nie wymyślił”. Ale też Bareja nie wymyślał, on tylko wyciągał na pierwszy plan i pokazywał w pełnym świetle bzdury, którymi stał PRL. Uporczywie wracam do tamtego świata m. in. po to, aby umożliwić nowym pokoleniom oglądanie Barei ze zrozumieniem. Szkoda by było, gdyby tyle udanych dowcipów się zmarnowało.

W Poszukiwanym, poszukiwanej Jerzy Dobrowolski, pamiętny „z zawodu dyrektor”, wyjaśnia żonie niuanse racjonalizacji w cementowni („można było na papierze wyliczyć, ile takie oszczędności przynoszą deficytu”). W Zmiennikach scenie skakania po szynie towarzyszy komentarz: „Przywieźli nam szyny, ciut krzywe no i tramwaje wylatują z torowiska. To jeden taki racjonalizator z dyrekcji wymyślił, że można je odgiąć przy pomocy sił nacisku. No to umysłowi w czynie społecznym od rana odgięli dobre pół centymetra”.

Kultowy jest już dialog w Co mi zrobisz jak mnie złapiesz:

„– Ja uważam, że klucz od magazynku podręcznego, to trzech mogłoby odbierać w zasadzie, a nie cała komisja.

– No właśnie, a nawet dwóch, bo jeden drugiego skontroluje przecież, a klucz i tak odbiorą.

– Słusznie! Zgłoście to na oddział, wykorzystają to, to jeszcze premię dostaniecie”.

Niewątpliwą zdobyczą socjalizmu było wynalezienie wynalazku wielokrotnego. Chodziło o stosowanie nowatorskich rozwiązań na tyle niepraktycznych, żeby w przyszłości można było odkrywać nieznane, drzemiące w nich możliwości. Gazeta huty w Ostrowcu Walczymy o Stal, należąca do moich ulubionych tak z przyczyn merytorycznych, jak i osobistych, w artykule z 1964 r. Poprawiła się gospodarka rękawicami wywracała na nice dotychczasowe wyobrażenia robotnika o tychże. „Rękawice powinny być całkowicie wykorzystane i to obustronnie, przed wydaniem następnej pary” – napominano. Że rękawice całkowicie wykorzystane to rękawice zdarte i dziurawe, tym nikt sobie głowy nie zawracał. Podobnie było z odkryciem możliwości zwężenia o 15% standardowej szerokości rolki papieru toaletowego. Albo z odkryciem nigdy nie wdrożonej do produkcji „zapałki dwuzapalnej”, z siarką na obu końcach.

Zbigniew Kasechube odkrył, że dwa końce ma także furmanka. Dzięki temu wynalazł dwutrakcyjny samowyładowawczy wóz konny ZK-2. Od furmanki różnił się tym, że konia można by było doń podpiąć – gdyby wóz ZK-2 wdrożono do produkcji – z obu stron. „Przyjechał do nas, bo pragnie skonstruować sadzarkę do ziemniaków, a przy okazji zainteresował się całą litanią spraw technicznych. Próbował np. na miejscu rozwiązać trudny u nas problem kopcowania ziemniaków” – mówił o Kasechubem mgr inż. Albin Szopa z Pracowni Upowszechniania w Instytucie Ziemniaka w Boninie. Nie wiem, po co ziemniakowi upowszechnianie, ale nie wymyślam tych nazw, sprawdźcie sobie w „Perspektywach” nr 3/1973.

Inaczej niż na Zachodzie, gdzie wynalazków dokonywano przypadkiem, wskutek olśnienia sygnalizowanego okrzykiem „Eureka!”, u nas wynajdowanie wynalazków było skutkiem planowej i przemyślanej działalności na tym polu. „Głos Instalatora” czyli organ Organizacji Partyjnej Zjednoczenia Instalacji Sanitarnych w Radomiu donosił, iż „Komórka wynalazczości przy ZIS Radom 30 czerwca o godz. 12.35 zameldowała o wykonaniu planu wynalazczości na rok 1954”. Wynalazki nasze w odróżnieniu od zachodnich były niezawodne, co dawało się dostrzec gołym okiem. W filmie Kierunek – Nowa Huta! Łapicki sczytuje tekst Międzyrzeckiego: „Racjonalizatorzy nie próżnują. Oto doczepiony do parowozu pług, który wyładowuje ziemię z wagonów. Twórcą tego usprawnienia jest racjonalizator Karczewski. Dzięki inicjatywie Karczewskiego trzej ludzie wykonują przez 18 minut to samo, co dawniej stu ludzi robiło w ciągu trzech i pół godziny!”. Widzimy, jak dwóch ludzi gapi się, jak pług Karczewskiego ciągnięty przez parowóz spycha ziemię z wielkiej platformy na tory, skąd po odjeździe ekipy filmowej stu ludzi będzie ją wybierać łopatami przez trzy dni.

Racjonalizator Karczewski wkracza do akcji w 7 min. 45 sek. filmu

Dzięki „Wiadomościom Urzędu Patentowego” opublikowanym anno Domini 1952 wiem, że w jednym tylko roku Józef Jednacz wynalazł ramkę do przytrzymywania brudnopisów przy maszynie do pisania, Mieczysław Rawdo tablice do obliczania szybkości pociągu od 5 do 100 km/godz. za pomocą zegarka, a Ignacy Musor przystawkę z gryzem górnym do gryzarki z gryzem dolnym, pozwalającą na równoczesne wykonywanie płetwy i wpustu w oskrzyni stołu okrągłego. Leon Fajtek dostosował mechaniczną szatkownicę kapusty do przecierania twarogu na kazeinę, Anna Śmietana opatentowała zastosowanie pięciu noży do maszyny do krajania dorszów, zaś Albert Georg zużytkowanie nie używanych etykiet czekoladowych po drugostronnym nadrukowaniu etykiet cukierkowych i nalepek kontrolnych.

Zwiedzającym Krajową Wystawę Wynalazczości i Postępu Technicznego we Wrocławiu inż. Maślankowi i tow. Ogórkowi (nie wymyślam tych nazwisk, znajdziecie je poniżej w „Głosie Racjonalizatora” z 10 września 1954) zadano pytanie: „jakie wrażenie wywarła na Was Wystawa i dlaczego warto ją zwiedzić”. Odpowiadając, inż. Maślanek podkreślił, że „w Polsce Ludowej decyduje o powodzeniu usprawnienia nie posiadany dyplom, lecz rozum autora”, a tow. Ogórek wyznał, że wskutek oglądania wystawy odkrył rozum u siebie samego: „już w najbliższym czasie złożę trzy nowe wnioski i będę propagatorem wynalazczości na swoim terenie”.