Dlaczego jedno zdanie autorstwa Ludwiki Włodek: „Wydawało mi się, że odmieniłam, ale chyba nie wszystkie razy, co było trzeba”, chociaż rzucone w wypowiedzi niekoniecznie literackiej, dyskwalifikuje ją jako pisarkę? Bo demaskuje ją jako nie-pisarkę.
Żeby być pisarzem, trzeba być mistrzem języka. Nie da się jednocześnie być mistrzem języka i posługiwać się nim nieudolnie. Nie da się być mistrzem kierownicy i zarazem raz za razem mylić kierunkowskaz ze sprzęgłem. Jeśli, dostawszy do ręki szpadę, wymachuje się nią jak cepem, nie można zabiegać o status fechmistrza.
Mistrz języka jest wrażliwy na jego niuanse. Widzi półcienie, słyszy półtony. I stosuje je w swojej sztuce. Dlatego, jeśli chcesz sprawdzić, czy jesteś Prawdziwym Pisarzem, powiedz mi, czy stosujesz czasem średnik.
Obecne „podstawy programowe” nauczania przewidują opanowanie prawidłowego posługiwania się średnikiem przez uczniów klas IV-VI. Jeśli zatem w ogóle nie wiesz, co to jest średnik, to marsz do kozy, pisarku.
Nie jestem pierwszym, który proponuje średnik za probierz pisarskiego kunsztu; a jeśli, to pierwszym po Sienkiewiczu. Adam Grzymała-Siedlecki w „Niepospolitych ludziach w dniu swoim powszednim” wspomina spotkanie z wielkim beletrystą następująco: „Po obowiązujących komplementach oświadczył:
– Nie mogę nie zganić pana za jedno: nie wyzyskuje pan w należytej mierze średnika.
Tu nastąpił co najmniej dwudziestominutowy wykład o tym, czym się nam przysługuje średnik jako środek stylistyczny – gdzie i jak zastępuje kropkę, a gdzie przecinek, jakie myślowe powstają korzyści, gdy średnika użyjemy, a nie tamtych znaków, itd.”.
Jeśli toczono w przeszłości „wojny o przecinek” jako „cząstkę duszy pisarza”, jak Boy z Zawilińskim sto lat temu, to były to wojny dotyczące gęstości „siekaniny przecinków”, a nie samej tej „siekaniny”. Każdy piśmienny troglodyta wie, iż kropkę „kładzie się na końcu okresu, czyli perioda, gdzie myśl skończona i głos się zupełnie opuszcza”1 i że przecinka używamy „w funkcji znaku oddzielającego człony składowe”2 okresu, czyli perioda. Ze średnikiem jednak sprawa ma się inaczej. Domaga się on użycia tam, gdzie myśl niby można by już skończyć, ale jednak chce się do niej jeszcze dodać rodzaj uzupełnienia. „Średnik jest znakiem myśli zawieszonej, która drugą okresu częścią nazwaną apodosis, dopełniać się zwykła”1.
Wojnę o niego stoczyli już w XVI w. Jakub Górski i Benedykt Herbest, których polemiki na temat budowy periodu cycerońskiego rozgrzewały do białości nie tylko środowisko Akademii Krakowskiej, ale całą elitę kulturalną Rzeczypospolitej. Oponenci toczyli publiczne debaty, publikowali paszkwile. Kto ciekawy, dla tego Anna Werpachowska napisała całą książkę pt. „Z dziejów retoryki XVI wieku. Polemika Jakuba Górskiego z Benedyktem Herbstem”. Interpunkcyjny manifest Herbesta badaczka streściła następująco: „Znaku incisum, przecinka, używa się wtedy, gdy odcinek tekstu nie zawiera skończonego sensu ani tzw. pełnej składni, dwukropka, znaku membrum – gdy jest to fragment o pełnej składni, ale niepełnym sensie, a kropki zamykającej period – gdy wypowiedź stanowi całość składniową i zawiera skończoną myśl”.
Membrum wspomniane przez Herbesta mógł stanowić dwukropek, nawias, wykrzyknik albo pytajnik. Ale postulował on też wykorzystywanie w tej roli średnika, świeżego jeszcze, bo w 1496 r. dokonanego przez Aldo Manuzio wynalazku. Po raz pierwszy nasz bohater pojawił się bowiem w wydanym przez Manuzio dziełku „De Aetna”, opisie wejścia na Etnę autorstwa Pietro Bembo. Specjalnie dla tego wydania wyciął pierwszy średnik projektant czcionek z Bolonii Francesco Griffo.

Przekonanie o wielkiej wadze prozodii, dorównującej ciężarem znaczeniowym podziałowi gramatycznemu wypowiedzenia, pchnęło Herbesta do użycia w charakterze znaków interpunkcyjnych elementów notacji muzycznej. „A więc – pisze Werpachowska – przecinek jako znak incisum zastąpiony jest w pronuntiatio pauzą długości półnuty, przy której nie wolno zaczerpnąć oddechu; średnik – pauzą długości półnuty i ćwiartki; znak periodu niepełnego – pauzą długości półtorej nuty”.
Wyobrażony rytm oddechu do dziś dyktuje interpunkcję niektórym poetom. Ci użyją średnika tam, gdzie w wierszu jest miejsce na oddech, ale krótki.
Jest to „znak pisarski mało używany, w przeciwstawieniu do nadużywanego przecinka, nie dlatego, jakoby nie był równie potrzebny, ale że w używaniu go trzeba więcej zastanowienia i znajomości budowy zdania”3. Od razu uspokajam, że znajomość budowy nie jest konieczna, jeśli zastanowić się dwa razy. Do prawidłowego korzystania z usług średnika całkowicie bowiem wystarcza to, co wystarcza do oddychania: intuicja, wyczucie. Jeśli wahamy się, czy postawić przecinek, czy kropkę, to prawdopodobnie powinniśmy zdecydować się właśnie na średnik. W najbardziej potocznym ujęciu kryterium jego zastosowania brzmi bowiem: „gdzie przecinek za słaby a kropka za silna tam się używa średnika”4. Innymi (Wacława Twardzika i Stanisława Pigonia) słowy średnik to „prawie kropka”, która „jest znakiem interpunkcyjnym średniej mocy, słabszym od kropki, a mocniejszym od przecinka”. Feliks Bentkowski w roku 1830 traktował średnik jako „podwójny przestanek”, podczas gdy przecinek pozostawał dla współczesnych przestankiem pojedynczym. Sam wygląd średnika podpowiada nam wreszcie, że należy go sytuować między przecinkiem a kropką.
No dobrze, sprawdźmy w takim razie kilku znanych pisarzy. Czy wszyscy oni są Prawdziwymi Pisarzami? Czy używają średnika? Rzecz jasna, samo używanie średnika jeszcze nie czyni pisarza, natomiast nieużywanie średnika jednoznacznie pisarza, moim zdaniem, dyskwalifikuje. Test mój jest testem negatywnym opartym na metodzie eliminacji.
Sienkiewicz, który ganił Grzymałę-Siedleckiego za niedomiar średników, używał ich jak najbardziej: „Jednocześnie szlachta wzięła się do rabunku wozów, na których łup znalazł się dość obfity; niektórzy radzili zrabować i dom, ale bano się pana Wołodyjowskiego, a może obecność w domu Billewiczówny wstrzymywała zuchwalszych”.
Donald Barthelme, który w eseju Niewiedza napisał: „Dlaczego w miarę możliwości unikam używania średnika? Powiedzmy sobie jasno: średnik jest brzydki, brzydki jak kleszcz na brzuchu psa. Usuwam średniki z mojej prozy”, w tym samym eseju korzysta z usług średnika dziewięciokrotnie. „Antypowieść umarła; czytałem o tym w Timesie”.
Stasiuk? Używa: „Siedzieliśmy zakutani i brudni jak podróżujący obywatele, jak śmierdzące bezwolne tłumoki w oczekiwaniu aż nas uwiozą, powiozą, poprowadzą; owce i barany przynajmniej beczą”.
Varga? Uff, używa, nader zresztą trafnie. „Piwo kosztuje tu dwieście forintów – dwa razy mniej niż w śródmiejskich piwiarniach; to cena przywołująca stare, dobre czasy”.
Libera? Używa śmiało: „Znałem cały repertuar w mieście; na niektóre spektakle chodziłem po kilka razy; niczym zawodowy recenzent nie opuszczałem żadnej premiery”.
Ludwika Włodek? Cholera… Używa: „Robert z żoną mieszkali pod Lyonem; on został w 1939 roku powołany do wojska, ale szybko zwolniono go w związku z narodzinami kolejnego dziecka”.
Pilch? Używał, używał: „Niebo złożone było z miliardów równo ułożonych butelek, miliardy strumieni skandynawskiej wódki czystej wylewały się z miliardów otwartych i zarazem wiecznie pełnych butelek, centymetrowa warstwa alkoholu pokrywała wszystko: księżyc, gwiazdy, śnieg; kosmos pachniał czystą skandynawską”.
Gombrowicz – używał bardzo chętnie, wręcz nadużywał. „Chcą oceniać styl? Lecz oni sami są parodią stylu, uosobieniem pretensjonalności; do tego stopnia są złymi stylistami, iż nie razi ich nieuleczalny dysonans owego przeklętego »powyżej« i »poniżej«”.
Żeromski bardzo jest podejrzany. Niby używał, ale rzadko i jakby niechętnie, najczęściej nie tam, gdzie myśl się „zawiesza”, ale przy okazji wyliczeń: „W świetle lamp i świec migały mu przed oczyma rozmaite postacie: dama starsza, wysoka, o ruchach zamaszystych i pełnych władczego majestatu; panna blondynka ze ślicznymi niebieskimi oczami; młody ksiądz; stary pan z czarnymi, obwisłymi wąsami…”.
Jak widzimy, wszyscy Pisarze Potencjalnie Prawdziwi używają średnika; i to z powodzeniem. Więc wołam: czyś nie zauważył, że średnik to jest druh nasz szczery?! Używaj średnika, pisarzu, używaj do jasnej cholery!
1. Onufry Kopczyński, Gramatyka dla Szkół Narodowych na klasę III, Warszawa 1783.
2. Edward Łuczyński, Współczesna interpunkcja polska, Gdańsk 1999.
3. Roman Zawiliński, O znakach pisarskich, „Poradnik Językowy” nr 10, 1904.
4. Tamże.



