I tak, niedoświadczeni, nieopierzeni, niedozbrojeni, wyposażeni przez Placówkę Macierzystą w zabytkowy sprzęt, poszliśmy z Piotrkiem Maślakiem na wojnę z całym światem. A świat był zły…
Przepraszam, wzruszyłem się. Skini czuli się coraz pewniej, pokrzepieni nieskrywanym poparciem części społeczeństwa i cichą sympatią służb odpowiedzialnych za „porządek”, przede wszystkim policji zadowolonej, że są chętni odwalać za nią czarną robotę. Nie było łatwo wykazać, że policja i chuligańska subkultura działają ręka w rękę, świadczyło jednak o tym mnóstwo drobnych poszlak. Oto pierwsza z brzegu.
Któregoś dnia lazło za mną ulicami Opola dwóch skinów rasy agresywnej z psem, Jacek Fesdorf i niejaki Fornal. Fornala znało całe Opole, ja też. Był to prawdziwy bandzior o umysłowości tak ograniczonej, że nawet z wulgarnych epitetów potrafił opanować tylko jeden: „jebana szmato”. Choć czasem, przyznaję, stosował inwersję. Znałem go choćby z opowieści narzeczonej, którą z powodu dreadów zwyzywał na ulicy, nie zgadlibyście, od jebanych szmat. Przez pisemka kibolskie nazywany „macherem od zadym nacjonalistycznych” a przez Tomasza Kwiatka z lokalnej prasy opolskiej wspomniany już w XXI w. jako „wysportowany mężczyzna z tatuażami” mający „wiele doświadczeń z sądami”, Fornal nazywał się Krzysztof Fornalski. Był jednym z anonimowych bohaterów reportażu No To O o nielegalnych walkach psów w Opolu; rozpoznałem go, bo chwalił się dziennikarce, że jego amstaff czy pitbull jest tak wyszkolony, że na komendę „brudas” rzuca się na człowieka, starając się dosięgnąć jego genitaliów, a wśród punków z tego też był znany.
I wtedy, idąc za mną krok w krok, Fornal straszył mnie psem i przemawiał do mnie słowami „jesteś jebaną szmatą, ty szmato jebana”. W końcu, długo przed wylansowaniem „Oplutego” przez Świetliki, albo on, albo jego kompan napluł mi na plecy. Skończyło się to wezwaniem patrolu policji, którego członkowie okazali się zaprzyjaźnieni z moimi prześladowcami. Gliniarze kazali mi udać się pieszo na komisariat, a sami zaprosili Fesdorfa i Fornalskiego do radiowozu, żeby ich tam podwieźć; pretekstem była konieczność odwiezienia psa do mieszkania Fornalskiego. Kiedy już na komisariacie poprosiłem o zapisanie mi danych napastników, abym mógł ich pozwać, dostałem od policjanta karteluszek, który zachowałem i na pamiątkę, i żeby móc sobie przypomnieć te adresy w potrzebie.

To ja zwróciłem gliniarzowi uwagę, że wysportowany mężczyzna z tatuażami nie nazywa się Fornacki, tylko Fornalski, i zażądałem poprawki. Fesdorf wykorzystał tę okazję, żeby kazać policjantowi dopisać w swoim nazwisku niewystępujące w nim „l”.
I takie to były czasy. Z rozrzewnieniem wspominam piosenki, jakie wtedy graliśmy w Studni. „Uderzaj teraz” Włochatego, zaczynające się złotą myślą, którą do dziś zdarza mi się cytować dla rozładowania atmosfery w sytuacjach napięć międzyludzkich: „Kiedy z jednej strony naciska policja, a z drugiej atakują narodowcy… Co robić w tej pieprzonej sytuacji?!”.
Temat policji nie schodził z naszej anteny przez długie miesiące, w podtrzymywaniu go wspierał nas m. in. Krzysiek Dobrowolski.
Dość szybko nasza audycja stała się jedynym praktycznie miejscem, gdzie i na skinów, i na policję można się było wyżalić. Niewiele z tego wynikało, ale sama taka możliwość była dla naszych słuchaczy bardzo ważna. Jeśli znacie już Grubego Wieśka, to może usłyszeliście, jak podczas jego pamiętnego występu w Studni krzyczano do niego z daleka: „W radiu pan będzie!”. Jeszcze bardziej znamienny był tytuł reportażu Piotrka Maślaka „Puść to w radiu!”, który to reportaż Piotrek przywiózł z zaatakowanej przez 300 skinów manifestacji Anty-Nazi Frontu we Wrocławiu 21 marca 1994 r. Tego samego dnia, a więc pierwszego dnia wiosny, w opolskim amfiteatrze zorganizowano koncert, na który zaproszono młodzież szkolną, i tak tradycyjnie tego dnia wagarującą. Przy całkowicie biernej, wręcz aprobującej postawie policji, łysa bandyterka opolska dokonała pogromu uczniów. Oberwało się również dokumentującym napaści dwu fotografom opolskiego oddziału „Wyborczej” i jednemu reprezentującemu „Kurier Brzeski”. Wszystko to spowodowało, że temat ten całkowicie zdominował Studnię 27 marca i 3 kwietnia. Oto fragmenty pierwszej z nich.

Staraliśmy się napuścić policję na skinheadów, ale zdaje się, że skinheadzi z większym powodzeniem napuszczali stróżów „prawa” na punków. Mnożyły się przypadki pobicia najbardziej kolorowej młodzieży Opola przez jednych i drugich. Szczególnie bulwersujący był przypadek spałowania w osławionym komisariacie na Powolnego niejakiego Sałaty, zgarniętego z ulicy razem z całą grupą punków szykujących się na rozprawę ze skinami. W pałowaniu wziął udział mistrz Polski w napierdalaniu stojąc i wyciskaniu leżąc Gruby Wiesiek z dwoma kolegami.
3 kwietnia 1994 r., w samą niedzielę wielkanocną, gościliśmy w Studni naczelnego wodoleja policji opolskiej, rzecznika prasowego komendy wojewódzkiej, Dariusza Stachowiaka. Gdyby rozmowa z nim Was nudziła, przeskakujcie po kawałku, bo przeplatają ją rozmowy z punkami, które nudne nie są.
Przywitaliśmy rzecznika „Policmajstrem” Dzieci Kapitana Klossa. „Od małego chłopca mundurowych się bałem / do tego stopnia, że przed harcerzami uciekałem” 🙂
Stachowiak namówił mnie, żebym namówił Sałatę do złożenia zawiadomienia o pobiciu go przez Grubego i jego kompanów. Tak też zrobiłem. Opowiem o tym w osobnym odcinku Studnia story, który właśnie Sałacie będzie poświęcony. Jeśli ktoś z zaglądających na moją stronę go pamięta, niech da znać, bardzo proszę.
Jeszcze w kwietniu w jednej z odnóg Odry odkryłem kolejną wielką postać naszej historii, niejakiego Bajerka, który akurat jechał sobie z kolegami „na mecz z tymi kurwami z Rakowa”. A jak tylko zbliżały się jakieś wybory, to w Studni nachalnie namawialiśmy, żeby wziąć w nich udział.
W następnym odcinku albo Sałata, albo Słoma i Jacek Kleyff, albo festiwal Art Zine Gallery. Całe archiwum Studni z pierwszego półrocza 1994 r. dostępne dla wszystkich patronów tutaj.



