W Polskę idziemy!

Płaskoziemcy twierdzą, że ziemia jest to sfatygowany naleśnik. Matka moja nieraz mi wyjaśniała, że nazwa Częstochowa stąd się wzięła, iż pielgrzymi zdążający ku niej przez pofałdowany teren widzą, że miasto się często chowa za górką. Idioci dowodzą, że literatura tworzona jest z myślą właśnie o nich, idiotach. Na dowód tego mają nawet swoich ulubionych idiotycznych autorów. Zastępy internautów pod przewodnictwem idiotów z tytułami profesorskimi twierdzą, że Ukraina nie jest wyspą, zatem nie można „na Ukrainę” podróżować. Chmielowski w Nowych Atenach podaje o Kozakach, iż „wzięli stąd imię, że jak kozy dzikie wszędzie i rześko skaczą”. Pewne rzeczy po prostu się wie, pewne rzeczy po prostu się widzi. Jeśli gołym okiem widać, że ziemia jest płaska a Kozacy skaczą jak kozy, nie ma co tracić czasu na roztrząsania równie jałowe, co roztrząsanie obornika na kamieniu.

Pewne rzeczy się wie, ale pewnych rzeczy nie wypada jednak nie wiedzieć. Warto wiedzieć, że chociaż to idioci, jako większość, w największym stopniu kształtują język, nie są oni jednak świadomi procesów, w których uczestniczą i nawet współtworzą.

Kiedy Rada Języka Polskiego uznawała poprawność wyrażenia „w Ukrainie”, poprzedziła to wyjaśnieniem, że „Zwyczaj językowy preferujący przyimki na i do w odniesieniu do nazw niektórych bezpośrednich i pośrednich sąsiadów Polski ukształtował się bardzo dawno, kiedy zupełnie inne były granice państw oraz poczucie wspólnoty państwowej czy dynastycznej. Stanowi on relikt dawnej rzeczywistości, nie jest zaś przejawem kwestionowania suwerenności Ukrainy, Litwy, Łotwy, Białorusi, Słowacji ani Węgier”. Ponadto Rada prosiła „naszych ukraińskich przyjaciół oraz wszystkich zwolenników rewolucyjnych zmian, by uszanowali zwyczaje językowe tych Polaków, którzy będą mówić »na Ukrainie«. Nie wyrażają w ten sposób lekceważenia”. Czyli zespół profesjonalnych badaczy języka grzecznie, bez używania słowa „idioci” wyjaśnił, że nie ma w historii języka polskiego poszlak potwierdzających używanie formy „na Ukrainie” jako zamiennika formy „w Ukrainie” mającego służyć podkreśleniu podrzędnej roli czy pozycji Ukrainy. Tym samym jasne się stało, że spór o moralną „lepszość” i „gorszość” tych form, był sporem dwóch niewidomych, który ma lepszą lunetę.

Rada Języka Polskiego uznała formy „w Ukrainie” i „do Ukrainy” za dopuszczalne i równoprawne wobec dotychczas obowiązujących, ponieważ „niezależnie od faktycznych przyczyn jakiegoś zwyczaju językowego ważne jest, jak odbierają go ludzie, których on dotyczy”. Jednocześnie odsyłała do artykułu Marka Łazińskiego dotyczącego przyimków „na”, „w” i „do” w połączeniu z nazwami krajów. Stoi tam m.in.: „Inicjatorzy zmian odwołują się do wybiórczego poczucia sprawiedliwości, oceniając jedynie połączenia z nazwami trzech krajów. Tymczasem analogiczna łączliwość nazwy Slovensko z przyimkiem na nie przeszkadza samym Słowakom. To niejedyny przykład szczególnej wrażliwości niektórych grup, które oceniają źle swój językowy obraz w polszczyźnie”. Łaziński ogłosił swój artykuł w „Języku Polskim” jeszcze przed językoznawczą gorączką idiotów, choć już po tym, jak nie znająca historii polszczyzny za to wyposażona w chorągiew Julia Kriwicz sfotografowała się w Warszawie koło Dworca Zachodniego.

Tymczasem idioci, pardon, zwolennicy rewolucyjnych zmian pouczający mnie, że nie powinienem mówić „na Ukrainie”, tylko „w Ukrainie”, właśnie na decyzję Rady dopuszczającą tę drugą formę ze względu na „szczególną wrażliwość” powołują się najczęściej.

Drodzy ślepcy, przyznaję, że wasza luneta jest większa. Nie martwi mnie, że wyrażenie „w Ukrainie” zyskało prawo bytu. Martwi mnie, że stało się tak nie za sprawą decyzji świadomego własnego języka społeczeństwa o powrocie do historycznie pierwszej formy, ale za sprawą zbiorowego urojenia.

Czego nie wie Julia Kriwicz? Lista jest długa.

Że w 1649 r. Jędrzej Firlej zdawał relację o porzuconych dobrach „w Ukrainie i w Podolu, i na Wołyniu”.

Że w drugiej połowie XVII w. Stanisław Potocki, Wacław Potocki, Pasek w Pamiętnikach, Sobieski w listach do Marysieńki i wielu innych używali formy „w Ukrainie”.

Że Antoni Chrząszczewski w pamiętnikach pisanych około 1800 r. konsekwentnie podróżował „na Ukrainę”, ale kiedy już tam się znalazł, to równie konsekwentnie był „w Ukrainie”.

Że Polska w kształcie dykcyonarza Słowaczyńskiego z 1838 r. sześciokrotnie powtarza zwrot „na Ukrainie”, a trzykrotnie „w Ukrainie”, przy czym ten ostatni zawsze dotyczy położenia miejscowości.

Że Sienkiewicz w narracji Ogniem i mieczem używał wyłącznie form „na Ukrainie” i „na Ukrainę”, ale na kartach tejże księgi jego bohaterom z Zagłobą na czele zdarza się mówić że „w Ukrainie coś się gotuje” itp.

Że potężny słownik Karłowicza z 1900 r. przywołuje liczne przykłady zarówno zwrotu „na Ukrainie”, jak i „w Ukrainie”, w wypowiedziach odredakcyjnych konsekwentnie stosując formę „na Ukrainie”.

Że w tym samym roku Franciszek Krček w „Ludzie” odnotowywał powiedzonko z okolic Tarnowa „iść w Ukrainę, być w Ukrainie” w znaczeniu „iść daleko, być gdzieś na końcu świata”, co jeszcze w 1990 r. potwierdził w okolicach tego samego Tarnowa Słownik gwar polskich.

Że słownik Szobera w wydaniach z 1937 i 1948 r. rozróżnia Ukrainę i ukrainę, przy czym formę „na” uznaje w odniesieniu do ukrainy pisanej małą literą jako obszaru pogranicznego, położonego „u kraja”.

Że formalne uznanie i utrwalenie „na” jako formy poprawnej nastąpiło w czasach PRL-u, kiedy mówienie o należącej do ZSRR Ukrainie jako terytorium utraconym przez Polskę było szczególnie źle widziane.

Że zatem zmienne występowanie „na” i „do/w” w polszczyźnie nie wykazuje żadnego związku z dominującym w danym czasie stosunkiem do Ukrainy jako polskich „kresów” lub bytu samodzielnego, a gdyby takiego związku na siłę się doszukiwać, to echo polskiego paternalizmu raczej dałoby się dosłyszeć w wyrażeniu „w Ukrainie”.

Że tylko zwolennik rewolucyjnych zmian może poplątać reguły poprawności politycznej z regułami poprawności językowej.

Że jeśli powszechnie zacznie się nazywać hekatombę hatakumbą, Rada Języka Polskiego także i to będzie musiała zaakceptować.

Że, chociaż język może stygmatyzować, to akurat przyimki nie współtworzą językowego obrazu świata, przyimek bez rzeczownika jest formą niemożliwą do nacechowania emocjonalnego (przyimka “pod” też to dotyczy :-)).

Że mamy w Polsce dwanaście Ukrain i żadna z nich nie jest samodzielna, każda stanowi część większej wsi.

Że w 1936 r. Modrzejewski umieścił ukrainę pośród „Wyrazów które umarły i które umierają” i podawał jako przykład zdanie „Jednych precz z państwa wyganiał, drugich odsyłał na ukrainę”.

Że w języku zapisuje się jego historia. I nawet ci z nas, którzy nie wiedzą, że jeszcze nie tak dawno ukraina była rzeczownikiem pospolitym oznaczającym coś znajdującego się na skraju, wyczuwają to, jeśli obdarzeni są językowym słuchem.

Last but not least, że od pewnego czasu wiadomo, że prowincja w niczym nie ustępuje centrum, a pod pewnymi względami nawet je przewyższa.

Skoro sama nazwa Ukrainy oznacza kraj pograniczny, jakieś kresy i peryferie, to „ukraińscy przyjaciele” powinni, zamiast uczyć mnie języka polskiego, zmienić nazwę swojego własnego kraju we własnym języku. Jeśli nazwą go Pępkiem Świata, nigdy nie powiem, że byłem „na” Pępku Świata. Zawsze powiem: „w”.

A dlaczego to wszystko dla mnie ważne? Bo polszczyzna to mój język ojczysty i wkurza mnie zubażanie go. Siłowe rugowanie jednych form na rzecz drugich powoduje, że zanikają niuanse, którymi język się żywi. „Jadę do Ukrainy” jeszcze niedawno zwracało uwagę swoją nietypowością i miało w czułym uchu nieco inny odcień niż „jadę na Ukrainę”, było cieplejsze, może dlatego, że np. pielgrzymuje się zawsze „do”, także „do” kogoś się jedzie. I nie tylko pod Tarnowem bardziej niż „na Ukrainie” można się było „w Ukrainie” zagubić, kontrast między jej ogromem a małością wędrowca był większy, tak jak Stasia i Nel pomniejszało, że Sienkiewicz kazał im się niepoprawnie zgubić w pustyni i w puszczy, nie na pustyni. Teraz, gdybym powiedział, że jadę „do Ukrainy” albo jestem „w Ukrainie” znaczyłoby tylko, że poddałem się dyktatowi idiotów.

Jac Po
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z plików cookie, abyśmy mogli zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o plikach cookie są przechowywane w Twojej przeglądarce i wykonują takie funkcje, jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje strony internetowej są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.